Pokazywanie postów oznaczonych etykietą styczeń 2020. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą styczeń 2020. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lutego 2020

Podsumowanie zabawy u Czarnej Damy z Misiowego Zakątka

Podsumowanie zabawy u Czarnej Damy z Misiowego Zakątka


W styczniu należało przeczytać książki, które posiadały:
S - imię lub nazwisko autora książki
N - tytuł
R - okładkę

W ciągu tego miesiąca udało mi się przeczytać:

1. Marcin Szumowski: Niedźwiedzica z Baligradu
S - Szumowski
N - Niedźwiedzica
R - roślinność

2. Nicholas Sparks: We dwoje
S - Sparks
N - --------
R - rękawy, ręce, radość, razem


3. Małgorzata J. Kursa: Wiedźmy na gigancie
S - -------------
N - ---------------
R - ręka


4. Michał Rusinek: Niedorajda 
S - -----------
N - Niedorajda
R - ---------- (przypuszczalnie na okładce narysowany jest Rusinek)


5. Matt Richards, Mark Langthorne: Somebody to Love: Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego

S - -------
N - ------------
R - ręka, rękaw


6. Jacek Galiński: Kółko się pani urwało
S - -----------
N - ----------
R - -----------


7. Jacek Galiński: Komórki się pani pomyliły
S - -----------
N - ----------
R - -----------


8. Agatha Christie: Gwiazda nad Betlejem
S - -----------
N - ----------
R - -----------


9. Jeffrey Eugenides: Nowy dowód 
S - -----------
N - Nowy
R - roślina


10. Krystyna Mirek: Światło w cichą noc

S - -----------
N - ----------
R - ręka


11. Anna Szałwoni: Deszczowa Pani
S - Szałwoni
N - ----------
R - -----------


12. Barbara Zbroja, Konrad Myślik: Nieznany portret Krakowa
S - -----------
N - Nieznany
R - -----------


13. Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz: Awaria małżeńska

S - Socha
N - ----------
R - róże, rośliny


14. Marta Kisiel: Małe Licho i tajemnica Niebożątka

S - -----------
N - ----------
R - rośliny
15. Marta Kisiel: Małe Licho i anioł z kamienia
S - -----------
N - ----------
R - rośliny


16. Magdalena Majcher: Cud grudniowej nocy
S - -----------
N - ----------
R - -----------


17. Francoise Sagan: Witaj, smutku

S - Sagan
N - ----------
R - ręka, roślinność

Litery na luty to:
F - autor
Z - tytuł
W - na okładce

Dziękuję za zabawę w styczniu! :)

Françoise Sagan: "Witaj, smutku"


Po ostatnią w styczniu 2020 roku lekturę sięgnęłam ze względu na wyzwanie u Czarnej Damy z Misiowego Zakątka. Wypożyczyłam ją w bibliotece jakiś czas temu, bo autorka miała nazwisko na S.

Według noty wydawcy:
"Siedemnastoletnia Cecylia jest beztroską inteligentną nastolatką, kierującą się w życiu zasadą przyjemności. Lubi manipulować ludźmi i potrafi robić to tak, aby wszystko szło po jej myśli. Podczas wakacji, które spędza z ojcem i jego aktualną partnerką, z nudów i ciekawości knuje intrygę, posuwa się jednak za daleko i w pewnej chwili przestaje panować nad wydarzeniami"...

Książka nie zaczynała się jakoś szczególnie ciekawie, ale gdy poznałam już bohaterów, to akcja przyspieszyła. Cycylia i jej owdowiały ojciec to takie lekkoduchy, lubiące przyjemność, zabawę i brak wysiłku. Cecylia nie zdała egzaminów w szkole, przez co nie ukończyła edukacji - ojciec się tym nie przejął, bo w końcu jego piękna córka na pewno znajdzie sobie bogatego mężczyznę, który będzie spełniał jej zachcianki. Już to mnie oburzyło, a to był dopiero początek.

"Witaj, smutku" jest króciutka i rozumiem, dlaczego po wydaniu - stała się bardzo popularna. W latach 50 XX wieku musiała jeszcze bardziej oburzać i być rewolucyjna. Panienka z bogatego domu, a taka manipulantka, intrygantka, lubiąca uciechy życia... Sceny pocałunków, nie ukrywanie romansów ojca przed córką. Dzisiaj to już nie szokuje, jednak warto przeczytać i zobaczyć czy panna Cecylka dojrzeje.

Magdalena Majcher: "Cud grudniowej nocy"

Kolejna świąteczna powieść czytana przeze mnie po świętach :)

Nie znałam za dobrze dorobku Magdaleny Majcher, więc podeszłam do książki bez oczekiwań. Już po kilku stronach wciągnęła mnie ta historia, chociaż jest słodko-gorzka, momentami nawet bardzo smutna.

Poznajemy 5 bohaterek z tej samej rodziny, które w różny sposób radzą sobie z życiem i problemami. Potrafią za sobą stanąć murem, wesprzeć, poradzić, ale i tak czują się samotne, zagubione lub zakompleksione.

Magdalena to pielęgniarka pracująca w katowickim szpitalu. Pracuje jak robot, nawet w święta, a raczej przede wszystkim w święta. Z mężem mija się w domu. Prowadzą osobne życie, chociaż kiedyś byli bardzo ze sobą szczęśliwi.

Kamila, to kuzynka Magdaleny, uchodzi za zbuntowaną osobę, która chadza własnymi ścieżkami. Nie ma partnera na stałe, o zgrozo, nie pracuje też na etacie.

Kinga, siostra Kamili, to "idealna" kobieta, córka, matka i pracownica. Z rolą żony już gorzej sobie radzi, ale przed innymi - przede wszystkim w social mediach - udaje wspaniałe życie bez ani jednej troski i zmartwienia.

Teresa i Maria to matki kobiet. Są już na emeryturze i każda z nich marzy o całkowicie innych świętach. Jedna chciałaby chociaż raz spędzić ten czas bez gotowania, porządków, pośpiechu. Tylko z mężem wygodnie na kanapie. A druga marzy o rodzinnych świętach, o idealnym porządku, 12 potrawach, szczęściu.

Każda z nich ma coś na sumieniu, pytanie czy w końcu zaczną o tym rozmawiać, czy będą potrafiły zrozumieć, a nawet wybaczyć sobie?

Za niedługo czeka mnie kolejna lektura napisana przez Magdalenę Majcher, mam nadzieję, że będzie równie wciągająca i dobrze napisana jak "Cud grudniowej nocy".

piątek, 31 stycznia 2020

Marta Kisiel: "Małe Licho..."


Marta Kisiel:
1. "Małe Licho i tajemnica Niebożątka"
2. "Małe Licho i anioł z kamienia"


Doskonale zdaję sobie sprawę, że akurat te dwie powieści Marty Kisiel są skierowane do młodszych czytelników, ale kiedy zobaczyłam je na jednym z portali do kupienia w pakiecie - długo nie myślałam. Kupiłam. Absolutnie nie żałuję!

Pierwsza część o Bożku (Niebożątko), jego mamie, małym Lichu, Guciu, Konradzie, Tsadkielu i wujku Turu to tak naprawdę tylko rozgrzewka. Poznajemy dom, w którym mieszkają ci niezwykli mieszkańcy i przeżywamy wraz z Bożkiem pójście pierwszy raz do szkoły.

Za to druga część...

Ach, pochłonęła mnie niesamowicie. Aż żałowałam, że tak szybko czytam i przez to przygoda z nowymi bohaterami dobiegła końca.

Po tym jak Bożek zaczął chodzić do szkoły, kilka rzeczy się zmieniło - przede wszystkim miał kolegów w klasie, a z jednym z nich, Tomkiem, spędzał również czas poza murami szkolnymi. I niestety po jednej z wizyt kolegi, Licho zachorowało na ospę, a Konrad na półpaśca. Dlatego mama wraz z wujkami podjęła decyzję, że Tsadkiel, Bożek i Gucio spędzą ferie zimowe w miejscu starej Lichotki z ciocią Odą. Nie wiedzieli tylko, co wyniknie z pobytu poza domem.

Ciocia Oda przyjaźni się z niezwykłymi stworzeniami, mieszka w domu bez prądu, kanalizacji, a nawet zasięgu telefonicznego. Ale to właśnie w tym miejscu Tsadkiel, Bożek i potwór przeżyją przygodę, która ścina krew w żyłach.

Po przeczytaniu wszystkich książek, które ukazały się dotychczas o Lichu, to właśnie "Małe Licho i anioł z kamienia" najbardziej mnie porwała. Na pewno nie raz odwiedzę te zaśnieżone tereny opisane przez Martę Kisiel.

Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz: "Awaria małżeńska"





Autorki "Awarii" powinny ze sobą częściej współpracować. Co prawda książka zaczyna się od wypadku komunikacyjnego i opisu kłopotów domowych dwóch poszkodowanych, ale dalej jest zabawnie. Czasem "straszno", ale do śmiechu.


To jak kobiety sobie radzą z pracą, prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci - co chwilę gdzieś słyszymy. Jednak o mężczyznach, którzy z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę muszą ogarnąć to wszystko w czym raczej czasem pomagali niż brali czynny udział - to coś rzadkiego. [Nie piszę tu o panach, którzy na co dzień uczestniczą na równi z żoną we wszystkich pracach i zajęciach z dziećmi - tylko o tych, którzy tego NIE ROBIĄ.]

Co może wyniknąć z tego? Autorki puściły wodze fantazji i opisały co może pójść nie tak jak powinno. Ale prawda jest taka, że z tej sytuacji wynikły też rzeczy dobre. Jakie? Warto się samemu o tym przekonać i przeczytać w weekend książkę duetu Witkiewicz & Socha :)

Barbara Zbroja, Konrad Myślik: "Nieznany portret Krakowa"


Nieznany portret Krakowa i krakowian ujęty w fotografiach od końca XIX wieku do połowy lat czterdziestych wieku XX.

[...] Masowa prasa drukowana i prenumerowana w setkach tysięcy egzemplarzy, dostępna w kiosku na rogu i na wiejskiej poczcie, obrastająca ilustrowanymi i tematycznymi dodatkami, kierowana przez właścicieli i wydawców tak wpływowych jak Marian Dąbrowski - to był nowy świat koloru i reklamy. Podporą tej pracy są fotografie wykonane przez fotoreporterów Agencji Fotograficznej "Światowid". Obok nich dokumentowaniem Krakowa zajmowali się znakomici krakowscy fachowcy parający się na co dzień fotografią portretową: Stanisław Mucha, Stanisław Kolowca, Tadeusz Jabłoński i Antoni Pawlikowski. Wiele fotografii wykonano anonimowo dla celów dokumentacji urzędowej. [...] Konrad Myślik i Barbara Zbroja - wytrawni znawcy dziejów Krakowa - postanowili istotnie poszerzyć naszą wspólną pamięć o tym niezwykłym mieście. Bo pamięć zbiorowa to artefakt, który codziennie na nowo konstruujemy, mimo iż ludzie twierdzą, że istota ich tożsamości jest niezmienna. Ta praca nie tylko odkrywa przed nami - w duchu konstruktu lieux de memoire Pierre Nora - nowy katalog krakowskich miejsc pamięci, ale i wzbogaca naszą kulturę pamięci.

[...] Autorzy świadomie "zapomnieli" bowiem o miejscach, które w tradycyjnej społecznej konstrukcji miasta składają się na jego mit. "Nieznany portret Krakowa" łamie stereotyp starej stolicy Polski, której wizerunek budujemy często wyłącznie poprzez przestrzeń miasta średniowiecznego. Ta kwestia to również ciągle istotne ograniczenie pamięci i tożsamości wielu prawdziwych Krakauerów. Bo w Krakowie „idę do miasta" ciągle oznacza, iż w drodze na Rynek Główny przekraczamy linię Plant! Autorzy wyprowadzają więc nas "za miasto" i przekonują, iż Kraków "extra muros" to inny Kraków, ale Kraków.

[tekst z noty wydawcy: Wydawnictwo WAM, 2010]

Anna Szałwoni: "Deszczowa Pani"


Nie wiem co przyciągnęło mnie do tej książki. Może skojarzenie deszczowej pani z jesienią i jesiennymi deszczami, kolorowymi liśćmi, które przyjemnie szeleszczą pod butami w czasie spacerów po lesie?

W każdym razie na pewno nie spodziewałam się momentami chaotycznej, kojarzącej się z pamiętnikiem nastolatki, która biega z jednej randki na drugą, książki. Zdarzały się zdania, które na chwilę mnie zainteresowały, jednak całość mnie zawiodła.

Bohaterka to nudna i natarczywa singielka, która jeździ spotykać się z kolejnymi mężczyznami poznawanymi głównie przez internet. Wygląda na to, że innych zajęć nie posiada. A jednak jest to złudne(?) wrażenie, bo wychowuje córki, uczy w gimnazjum języka angielskiego, a nawet odbywa kurs w Canterbury. I właśnie o tym pobycie w Anglii w sumie dowiadujemy się najwięcej.

Całość oceniam na 3. Nie przypadła mi do gustu fabuła książki, ani styl pisarski autorki. Plus daję za ładne wydanie powieści.


środa, 22 stycznia 2020

Krystyna Mirek: "Światło w cichą noc"


"Stanęła na chwilę i spojrzała mu w oczy. Poczuł straszne wyrzuty sumienia. Że przyjechał dopiero teraz. Cokolwiek stało się między rodzicami, miał do siebie żal, że pozwolił, by do tego stopnia zaważyło na jego relacji z babcią. Nie powinien słuchać tylko matki, lecz sprawdzić, co ma na ten temat do powiedzenia także druga strona.
Poszedł do babci i przytulił ją niezgrabnie. Najpierw nieśmiało, potem mocniej.
- Przepraszam - powiedział. - Dawno powinienem był cię odwiedzić. Nie mogę uwierzyć, że naprawdę minęło tyle lat." [1]



Nie czytam powieści świątecznych w święta. W sumie to dziwne, ale zazwyczaj mam ochotę sięgnąć po takie lektury dopiero w styczniu, a czasami nawet w lato :) Tym razem okazja trafiła się dość szybko, bo w bibliotece zwolnił się egzemplarz zamówiony przeze mnie kilka tygodni temu. Na dodatek jeszcze spędziłam kilka dni w łóżku nie tylko z kotem i książką, ale i solidnym przeziębieniem, tak więc lektura nie mogła być zbyt ciężka. "Światło w cichą noc" to obyczajówka o drugiej szansie w życiu, o poznawaniu nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie i swoich pragnień.

Powyższy zacytowany fragment książki oddaje dokładnie sposób pisania autorki oraz treść zawartą w powieści.

-----------------
[1] Krystyna Mirek: "Światło w cichą noc",  Wydawnictwo Edipresse Książki, 2017, s. 15.

wtorek, 21 stycznia 2020

Jeffrey Eugenides: "Nowy dowód"


Do tego tytułu przyciągnęło mnie znane nazwisko autora ("Przekleństwa niewinności", "Middlesex"). Tym razem to zbiór opowiadań. Trudnych, lecz świetnie, płynnie napisanych.

U Eugenidesa nawet codzienność jest niecodzienna. Mamy tutaj zbiór ciekawych postaci: jak niespełniony poeta, klawikordzista, czy też młoda uczennica, która nie chce poddać się woli rodziców i wziąć zaaranżowany ślub.

I właśnie to opowiadanie o uczennicy zrobiło na mnie największe wrażenie. To jak możemy odmienić czyjeś życie, tylko dlatego, że sami nie chcemy zgodzić się na coś co ktoś nam chce narzucić.

Czekam na kolejne książki Jeffrey'a Eugenidesa i liczę na to, że będą równie dobrze i ciekawie napisane.

Jacek Galiński: "Kółko się pani urwało" i "Komórki się pani pomyliły"

Jacek Galiński:
1. "Kółko się pani urwało"
2. "Komórki się pani pomyliły"




Dzięki twórczości Joanny Chmielewskiej bardzo lubię komedie kryminalne. Uwielbiam niesamowite zbiegi okoliczności, komiczne zachowania bohaterów, ciekawe powiedzonka, charakterystyczne cechy postaci (oj, ten pan Muldgaard zawsze mi się przypomina, gdy kupuję pęto kiełbasy).

W książkach Jacka Galińskiego występują dziwne zbiegi okoliczności i charakterystyczna postać pani Zofii. Niestety główna bohaterka jest niesympatyczną, starszą panią, która lubi rozstawiać innych po kątach. Mimo, że niektóre jej zachowania mnie bawiły, to jednak przeważały te, które mnie dziwiły, a nawet drażniły.

Lektura znacznie bardziej by mi się podobała, gdyby pani Zofia miała więcej cech pozytywnych. Za to komiczne wydawało mi się jej przywiązanie do wózeczka na zakupy.

Książki do przeczytania w jeden wieczór.

Michał Rusinek: "Niedorajda czyli Co nam radzą poradniki"

Lubię czytać felietony, "Pypcie na języku" przeczytałam błyskawicznie i wracałam co jakiś czas do czytania niektórych rozdziałów. Dzięki Michałowi Rusinkowi staram się pamiętać o tym, żeby nie za często zdrabniać wyrazy i żeby absolutnie nie zaczynać maili czy listów od słowa "witam".

W tym zbiorze felietonów autor opisał wychwycone dziwne i śmieszne stwierdzenia z różnych poradników. Najbardziej rozbawiły mnie rozdziały:
- jak być mężczyzną,
- jak korzystać z poczty,
- jak czytać nagłówki:
"»Kudowa Zdrój. Do konkursu zgłosiła się tylko jedna osoba. Zajęła trzecie miejsce.« - Nie interesuje nas, co to był za konkurs. Jesteśmy pod wrażeniem bezkompromisowości jurorów. Widocznie na inne miejsca osoba ta nie zasługiwała." [1]


Dobra lektura dla osób, które lubią się pośmiać, ale i nauczyć jak unikać błędów językowych.


------------
[1] Michał Rusinek: "Niedorajda czyli Co nam radzą poradniki", Agora, 2019, s. 162.

wtorek, 14 stycznia 2020

Matt Richards, Mark Langthorne: Somebody to Love: Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego

Od dzieciństwa słucham zespołu Queen i piosenek solowych Mercury'ego. Gdy byłam w ciąży w domu ciągle brzmiała piosenka Barcelona. To cud, że płyta jeszcze się nie zdarła :)

Skoro słucham tak często muzyki Freddiego i lubię biografie, to oczywiste było, że od razu sięgnę po Somebody to love. Muszę przyznać, że to nie tylko kawał dobrze opracowanej biografii samego Mercury'ego i zespołu, ale również historia homoseksualizmu, epidemii hiv i historia Zanzibaru.

Mając porównanie, uważam, że ta biografia jest najszerzej napisana i najciekawiej. Zdjęcia są te bardzo znane, ale też i mniej znane publiczności. Polecam.
"Powinien zostać zapamiętany jako ikoniczny performer XX wieku - twierdzi Mike Moran. - Wspaniały kompozytor i wspaniała osoba. Jedyny w swoim rodzaju. Nie wiem, jak powinno brzmieć jego epitafium, ale moim zdaniem był nie do podrobienia. Jego poczucie humoru, jego styl, jego kompozycje, jego ambicje, jego odwaga - jedyne w swoim rodzaju".

Cyt. Matt Richards, Mark Langthorne: Somebody to Love: Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego, przeł. Robert Filipowski, wyd. Zysk i Spółka, 2019, s. 440


piątek, 10 stycznia 2020

Małgorzata J. Kursa: Wiedźmy na gigancie


Małgorzata J. Kursa: "Wiedźmy na gigancie".

Ogromnie lubię książki pani Kursy. Zawsze sięgam po taką lekturę, gdy mam cały wieczór tylko dla siebie i nie muszę co 5 minut przerywać czytania. Teraz okazja nadarzyła się sama, ponieważ siedziałam przeziębiona w domu i tylko zwierzaki siedziały przy mnie od czasu do czasu podsuwając głowę do głaskania.

"Wiedźmy na gigancie" to ciekawa i wartka komedia kryminalna. Jej ogromnym plusem jest to, że akcja rozgrywa się w światku literackim. Tytułowe wiedźmy to osoby tworzące agencję literacką "Tercet", czyli Majka, Anka i Gośka (plus nowo zatrudniona Ida) oraz były policjant zwany pieszczotliwie sekretarkiem i zwierzątka Muza-pies i Czort-kocur. Nie zabrakło w tym środowisku pisarzy i grafomanów.

Akcja rozgrywa się wokół śmierci znanych pisarek. Pytanie kto zabił i czy na tym poprzestanie?

Jak dla mnie, fanki Agathy Christie, zbyt łatwo było odgadnąć zakończenie, ale i tak bawiłam się świetnie przy tej książce i spokojnie mogę ją polecić każdemu na leniwy wieczór.

Nicholas Sparks: We dwoje


Nicholas Sparks: "We dwoje"



Do tej pory rzadko w ostatnich latach sięgałam po literaturę kobiecą, romanse i obyczajówki z mocno nakreślonym wątkiem dramatycznym. Jednak skusiłam się i wypożyczyłam "We dwoje" z biblioteki przed świętami. I nie wiem czy nie oddałabym jej nieprzeczytanej, gdyby nie więcej wolnego czasu i nazwisko autora na S (zabawa w Misiowym Zakątku).

Russell Green to ponad 30-letni mężczyzna, który czuł się z powodu bycia mężem pięknej i inteligentnej kobiety oraz bycia tatą 6-letniej uroczej córeczki, wspaniale. Co prawda pracował wiele lat w agencji reklamowej codziennie przez większość dnia i znosił humory i zachcianki żony, ale i tak porównując się do innych, czuł się farciarzem.

Jego najlepszą przyjaciółką od zawsze była starsza siostra Marge, z którą często oglądał jako dziecko film "Pretty woman" i mógł być z nią szczery. Świetnie też się dogadywał z jej partnerką życiową.

A jednak coś się zepsuło. Jego rodzina rozpadła się. Niestety to nie były jego jedyne problemy, z którymi przyszło mu się zmierzyć w tym samym czasie.

Jak zawsze Nicholas Sparks potrafi wzruszyć czytelnika, chociaż jako nastolatka płakałam przy czytaniu jego książek, to tym razem obyło się bez łez. Uważam powrót do lektur amerykańskiego pisarza jako udany i może, kto wie, za jakiś czas znowu sięgnę po jakąś jego książkę.


poniedziałek, 6 stycznia 2020

Marcin Szumowski: Niedźwiedzica z Baligrodu...

Muszę przyznać, że książkę "Niedźwiedzica z Baligrodu i inne historie Kazimierza Nóżki" przeczytałam dzięki koleżankom, które mówiły, że to książka, którą koniecznie trzeba znać i dzięki wyzwaniu u Czarnej Damy.

Książka na mojej półce pojawiła się w grudniu i pewnie nadal by tam leżała (ach te kochane stosiki), gdyby nie zabawa w Misiowym Zakątku, polegająca na przypasowaniu książki do zasady:
1 litera (w styczniu S) oznacza imię lub nazwisko autora
2 litera (w tym miesiącu N) oznaczająca nazwę w tytule
3 litera (R) - coś znajdującego się na okładce, np. narysowany rower lub zdjęcie rakiety
Tutaj odsyłam do postu pomysłodawczyni: http://misiowyzakatek.blogspot.com/2019/12/czytamy-ksiazki-2020.html

U mnie w tym przypadku książka spełniła 2 kryteria:
- autor nazywa się Marcin Szumowski
- tytuł to: Niedźwiedzica z Baligrodu i inne historie Kazimierza Nóżki
- niestety na okładce nie znalazłam nic na literkę R.

A teraz bardzo krótko o treści książki: leśniczy Kazimierz Nóżka opowiada o zwierzętach ze swych lasów, głównie o niedźwiedziach, które mają nadane ludzkie imiona, które są nagrywane w fotopułapkach, ale też są bacznie obserwowane przez pana Kazimierza, o ludziach z Bieszczad - historia o Olusiu, o życiu wśród przyrody.

Jako młody leśniczy pan Nóżka miał przygodę, która nie zapowiadała tak wielkiej miłości do niedźwiedzi, raczej respekt, a może nawet lęk: wracali z żoną z obserwacji z ambony już po zmroku i na ścieżce leśniczy nadepnął na coś miękkiego. To był niedźwiedź, który uciął sobie drzemkę. Można tylko sobie wyobrazić ten krzyk i ucieczkę...

Od kiedy przeczytałam "Niedźwiedzicę..." każdemu zachwalam ją i polecam równocześnie obejrzeć filmiki, które udostępnia pan Nóżka. Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć też na jakieś spotkanie autorskie/prelekcję. A już teraz planuję jakieś wakacje w Bieszczadach - jednak z dala od dzikich zwierząt, te wolę oglądać bezpiecznie we własnym fotelu na komputerze.