Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2020

Podsumowanie pierwszych dni sierpnia 2020

 Sierpień przywitałam z nowymi siłami. Jestem miło zaskoczona prezentami, które otrzymałam od znajomej za pomoc. I muszę się pochwalić! :) Dostałam pojemniki, z firmy którą lubię i mam sporo od nich gadżetów. Znajoma dała mi prezent z dobrego serca i coś czego nie mam, więc jestem niesamowicie szczęśliwa :)


Poza tym przyjechała do mnie paczuszka z książkami od koleżanki (pożyczone) i zapowiada mi się super czytelniczy miesiąc:



Byłam z moim mężem i synem na spacerku, gdzie zebraliśmy na naszej działce pod płotem rosnące śliczne kwiatki, a jak pachną!


Byłam również z synkiem na przejażdżce rowerowej (dla mnie pierwszej od wielu lat), a teraz gramy rodzinnie w ulubioną gierkę syna:

Poza tym czytałam, czytałam i jeszcze raz czytałam:

1. Anna Bikont, Joanna Szczęsna: "Pamiątkowe rupiecie" - wspomnienia o Wisławie Szymborskiej, świetna, bardzo rzeczowa biografia.

2. Lynne Griffin: "Życie bez Lata" - literatura zagraniczna o radzeniu sobie ze stratą bliskiej osoby-dziecka. 

3. Alan Bradley: "Przytulnym miejscem jest mogiła" - moja jedna z ulubionych współczesnych serii dla młodzieży, kryminał. Flawia de Luce to dziwna dziewczynka, która kocha chemię, a najbardziej trucizny. Wie naprawdę sporo i ma kiedy korzystać ze swej wiedzy, gdy ciągle coś wokół niej się dzieje.

Dzisiaj na pewno skończę czytać jeszcze jedną książkę, ale o niej napiszę kilka słów następnym razem.

Życzę Wam pięknego tygodnia i wspaniałego czasu!


sobota, 9 maja 2020

Pierwszy tydzień maja 2020


Maj zaczęłam z przytupem. Mam już kilka przeczytanych książek, w końcu doszyłam gumki do okładki-otulacza do książki dla koleżanki i gotowałam.

Gdy mieszkałam z rodzicami, nie do końca przejmowałam się posiłkami. Gdy byłam młodsza, to rodzice gotowali obiad, a śniadanie i kolację robiłam sobie mało urozmaiconą: kanapkę lub zupę mleczną. Nie zastanawiałam się, dlaczego czasami gorzej się czuję lub dostaję wysypkę na rękach.

W miarę dorastania i przygotowywania posiłków samodzielnie, szkoda mi było czasu i często kupowałam półprodukty lub fast foody. Niestety odbiło się to bardzo na moim zdrowiu.
Od kilku lat staram się rzadko kupować gotowce czy śmieciowe jedzenie i gotuję większość potraw sama (niektóre dania są popisowe męża i to on je szykuje). Jednak wiadomo, że czas nie jest z gumy i dlatego zawsze gotuję daną potrawę na kilka dni i wkładam do słoików lub mrożę. Dzięki temu gotuję tak naprawdę 2 razy w tygodniu. Tym razem zaszalałam i ugotowałam nie tylko kilka słoików gulaszu, bigosu, ale upiekłam też ciasteczka i pasztet. I byłam z siebie dumna przez moment, aż uprzytomniłam sobie, że jeszcze dla synka muszę ugotować potrawkę z ciecierzycy :)

Tak wygląda pasztet z wątróbki ze zblendowanymi skwarkami:


To otulacz-okładka na książki:


Miesiąc rozpoczęłam lekturą, po której obiecywałam sobie wiele: M.L. Stedman: "Światło między oceanami" - miało być wzruszająco i pobudzać do przemyśleń dot. jak dobrzy ludzie podejmują złe decyzje i jak to wpływa na innych. No cóż, o decyzjach było, o konsekwencjach było, ale trochę jak dla mnie mdło napisane. Nie wzruszyłam się.

Drugą lekturą była powieść młodzieżowa Aleksandra Minkowskiego: "Zakładnik szaleńca". Tu już było znacznie lepiej, nawet mogłabym rzec, że wciągnęłam się w koszmary chłopca, w wyścig o tanią energię i szantaż.

Kolejną lekturą był kryminał Marty Matyszczak: "Zło czai się na szczycie" - narrator pies Gucio, ciekawy wątek detektywistyczny, ale stanowczo za dużo o miłości, złości i robieniu czegoś na pokaz. Gdyby kilka stron-scen wyciąć, to byłoby to nawet porównywalne do pierwszych książek Chmielewskiej.

Liczę na to, że w weekend uda mi się coś uszyć i trochę odpocząć od garów :) Czego i Wam życzę.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Kolejna zbiorcza notka o lekturach

Mimo, że ostatnio nie mogę narzekać na ilość przeczytanych książek, to jakoś cały czas trudno mi się zabrać za ich uwiecznienie na moim blogu. Stąd też kolejna zbiorcza notka. A mam jeszcze materiału przynajmniej na dwie takie...


Filip Springer: "Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz"

"Nie sądź, że jesteś kimś – Nie sądź, że nam dorównujesz – Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas – Nie wyobrażaj sobie, że jesteś lepszy od nas – Nie sądź, że wiesz więcej niż my – Nie sądź, że jesteś kimś więcej niż my – Nie sądź, że się do czegoś nadajesz – Nie wolno ci się z nas śmiać – Nie sądź, że komuś na tobie zależy – Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć – Myślisz, że nic o tobie nie wiemy? – Nie myśl, że uciekniesz".

Wolę Springera w książkach takich jak "Wanna z kolumnadą" lub "13 pięter", a te powieściowe mimo, że podobają mi się, to nie robią na mnie aż takiego wrażenia, żeby dyskutować z mężem prawie do rana o architekturze, brzydocie, banerach lub braku mieszkań. Jeżeli komuś podobała się "Miedzianka" to istnieje duże prawdopodobieństwo, że i ta powieść przypadnie do gustu.


James Patterson, Emily Raymond: "First love"


Wydawnictwo książek młodzieżowych Feeria Young kojarzy mi się z książkami, które mówią o problemach nastolatek i nastolatków, ale są bardziej słodkie niż gorzkie. Tutaj kolejny raz się zdziwiłam, a mamusia uczyła, żeby nie oceniać książki po okładce.  :)
Mimo, że jest to lektura o pierwszej miłości i ucieczce z domu, to jednak jest gorzka z kilku powodów, które nie są nam znane od początku.

Axi szaleńczo zakochana w swoim przyjacielu Robinsonie, to grzeczna uczennica, która nagle postanawia uciec z domu i nakłania do tego chłopaka. Robinson już od jakiegoś czasu nie chodzi do szkoły, bo ją rzucił, ale Axi?! Ta przewidywalna, zawsze grzeczna dziewczyna?

Jak skończy się ucieczka? Dlaczego Robinson się na nią zgodził? Dowiecie się tego po przeczytaniu książki duetu Patterson i Raymond. Lektura przyjemna, choć nie obowiązkowa.


Patricia Atkinson: "Sezon na winobranie"

Czy znacie książki Frances Mayes dot. Toskanii? Możemy spokojnie te książki postawić na jednej półce z "Sezonem na winobranie".

Mąż Patricii marzył o przeprowadzeniu się do Francji, posiadaniu plantacji winorośli i robieniu wina. Dlatego któregoś dnia przeprowadzają się wspólnie, jednak już po krótkim czasie mąż Patricii wrócił do Anglii. Ona została z wszystkim sama i bez odłożonych pieniędzy. Jednak dzięki przyjaciołom i sąsiadom poradziła sobie i doceniono jej wina. W tym czasie rozwiodła się, jej najbliższy przyjaciel zmarł, ale Patricia na szczęście nie została sama. Nie tylko pokochała ludzi z okolicy, ale przyrodę i pracę. Znalazła pewnego rodzaju spokój i ukojenie.

Prosta książka, prosty przekaz: mając wiele w życiu czego jeszcze potrzebujesz do szczęścia? 



Julia Duszyńska: "Cudaczek-Wyśmiewaczek"

Na zakończenie dzisiejszego zbioru notatek z przeczytanych książek, coś lekkiego i większości dorosłym znane: "Cudaczek-Wyśmiewaczek".

Cudaczek-Wyśmiewaczek to małe licho, które karmi się złymi emocjami, z których szyderczo może się śmiać w kułak. Brzuszek mu od tego rośnie i jest wtedy szczęśliwy. Jednak, gdy mu się nie dostarcza powodu do radości, to z głodu umiera lub zmienia osobę, z którą przebywa.

Przyznaję, że pamiętam, iż pani w przedszkolu czytała nam na głos książkę Julii Duszyńskiej, ale w szkole to nie była moja lektura i nie pamiętałam za dużo z niej. Dlatego, gdy natrafiłam na ogłoszeniu jednego z antykwariatów na książki z dzieciństwa, to zdecydowałam się na hurtowy zakup :) Teraz przede mną kolejne lektury, które czasem ominęły mnie w dzieciństwie, a czasami takie, które prawie znam na pamięć. Warto wrócić do lektur sprzed wielu lat, polecam taką podróż sentymentalną.