Drugi tydzień czerwca był niesamowicie pracowity. Znowu nie szyłam, ani nie postawiłam xxx, ale za to zaprawiałam truskawki :) Mam kompoty, dżemy i jestem niesamowicie zadowolona, bo to jest coś co moi mężczyźni uwielbiają jeść. Ja nie przepadam za truskawkami, ale dla nich to jeden z ulubionych owoców. Hihi, ja truskawkę dobrze trawię w ciastach i dlatego takie wypieki również poczyniłam :)
Przez brak czasu i niesamowite zmęczenie przeczytałam 2 książki, ale za to jakie! Jedne z lepszych w tym roku.
Pierwsza to książka autorstwa kolegi Michała Pawła Urbaniaka: "Lista nieobecności". Od kilku lat staram się unikać zbyt przygnębiającej literatury. Po tę książkę sięgnęłam z obawą wiedząc od dawna, że to literatura psychologiczna. Jednak wciągnęłam się i 500 stron przeczytałam nie wiadomo kiedy. Postacie Jakuba, Zuzanny i innych są przygnębiające, wręcz czasem przytłaczające, ale czy nie takie bywa czasem życie? Bardzo dobry debiut literacki.
Druga książka to Ajahna Brahma: "Opowieści buddyjskiego mnicha". To setka opowiastek, a nawet mogłabym napisać króciutkich przypowiastek, o życzliwości, dobroci, wykorzystaniu tego co życie daje itp. Bardzo podbudowała mnie ta lektura. Dała mi sporo do myślenia, chociaż niektóre historie były zabawne, to jednak każda z jakimś przekazem. Prawdopodobnie będę wracać do tej książki.
Życzę Wam kochani kolejnego udanego i bezpiecznego tygodnia czerwca :)
Uwielbiam czytać, lubię szyć. Od czasu do czasu pokazuję co uszyłam, wykonałam z dzieckiem.
poniedziałek, 15 czerwca 2020
środa, 10 czerwca 2020
Haftowany kotek i pierwszy czerwcowy wpis
Czerwiec zaczął się bardzo pracowicie i nie zwalniam obecnie tempa. Sporo się wydarzyło, sporo się nauczyłam, ale też znalazłam czas na swoje przyjemności i relaks.
W tym miesiącu udało mi się zrobić w końcu jakąś pracę od początku do końca. Powstał hafcik krzyżykowy - kotek, który umieściłam na okładce zeszytu dla koleżanki. Mam nadzieję, że prezent ją ucieszy, chociaż zdaję sobie sprawę, że mistrzynią nie jestem i jeszcze sporo niedoróbek tam się znalazło. Jednak to moja pierwsza taka praca w życiu i dała mi mnóstwo radości!
Lektury w tym miesiącu mam zróżnicowane, a co najważniejsze ciekawe i troszkę pouczające:
- Danuta Awolusi: "Macochy" - co tu dużo mówić, temat jest mi znany. Dwie kobiety spotykają się na pewnym spotkaniu terapeutycznym dla macoch, gdzie można rozmawiać o pasierbach, narzekać, żalić się lub chwalić. To był dla nich prawdziwy szok. Nie lubią się, nie odzywały się do siebie od lat. A jednak tutaj na grupie powinny coś o sobie powiedzieć i to przy tej drugiej...
Ciekawe, tym bardziej, że autorka jest młodą osobą, a jednak potrafi stworzyć pracochłonny obraz różnych przeciwstawnych postaci.
- Sempe, Goscinny: "Rekreacje Mikołajka" - potrzebowałam czegoś, co z jednej strony rozbawi mnie, a z drugiej nie będzie jakąś komedyjką. Dlatego wróciłam do Mikołajka i jego kolegów. Udane spotkanie po latach.
- Danuta Awolusi: "Odważona" - tytuł powinien brzmieć Odważna i odważona. Awolusi przez lata nie była kruszynką, jednak nie potrafiła schudnąć. Nagle nastał moment, gdy postanowienie noworoczne przemieniło się w wyznaczony cel, który krok po kroku realizowała.
Niesamowity pamiętnik, dużo ważnych myśli, które kołaczą się niejednemu po głowie, a tu są wypowiedziane na głos. Co prawda są powtórzenia, czasem niepotrzebne informacje, jednak całość się broni.
- Jessie Burton: "Miniaturzystka" - tak wiele osób opisywało i chwaliło ten tytuł, że ja tego robić nie będę. Napiszę tylko, że oderwać się nie mogłam. Chociaż końcówka mnie rozczarowała.
Mam nadzieję, że kolejne dni czerwca będą obfitować w równie dobre lektury i kolejne dokończone prace :) Czego sobie i Wam życzę.
W tym miesiącu udało mi się zrobić w końcu jakąś pracę od początku do końca. Powstał hafcik krzyżykowy - kotek, który umieściłam na okładce zeszytu dla koleżanki. Mam nadzieję, że prezent ją ucieszy, chociaż zdaję sobie sprawę, że mistrzynią nie jestem i jeszcze sporo niedoróbek tam się znalazło. Jednak to moja pierwsza taka praca w życiu i dała mi mnóstwo radości!
Lektury w tym miesiącu mam zróżnicowane, a co najważniejsze ciekawe i troszkę pouczające:
- Danuta Awolusi: "Macochy" - co tu dużo mówić, temat jest mi znany. Dwie kobiety spotykają się na pewnym spotkaniu terapeutycznym dla macoch, gdzie można rozmawiać o pasierbach, narzekać, żalić się lub chwalić. To był dla nich prawdziwy szok. Nie lubią się, nie odzywały się do siebie od lat. A jednak tutaj na grupie powinny coś o sobie powiedzieć i to przy tej drugiej...
Ciekawe, tym bardziej, że autorka jest młodą osobą, a jednak potrafi stworzyć pracochłonny obraz różnych przeciwstawnych postaci.
- Sempe, Goscinny: "Rekreacje Mikołajka" - potrzebowałam czegoś, co z jednej strony rozbawi mnie, a z drugiej nie będzie jakąś komedyjką. Dlatego wróciłam do Mikołajka i jego kolegów. Udane spotkanie po latach.
- Danuta Awolusi: "Odważona" - tytuł powinien brzmieć Odważna i odważona. Awolusi przez lata nie była kruszynką, jednak nie potrafiła schudnąć. Nagle nastał moment, gdy postanowienie noworoczne przemieniło się w wyznaczony cel, który krok po kroku realizowała.
Niesamowity pamiętnik, dużo ważnych myśli, które kołaczą się niejednemu po głowie, a tu są wypowiedziane na głos. Co prawda są powtórzenia, czasem niepotrzebne informacje, jednak całość się broni.
- Jessie Burton: "Miniaturzystka" - tak wiele osób opisywało i chwaliło ten tytuł, że ja tego robić nie będę. Napiszę tylko, że oderwać się nie mogłam. Chociaż końcówka mnie rozczarowała.
Mam nadzieję, że kolejne dni czerwca będą obfitować w równie dobre lektury i kolejne dokończone prace :) Czego sobie i Wam życzę.
Etykiety:
czerwiec 2020,
czytanie,
haft krzyżykowy,
książki,
literatura dziecięca,
literatura polska,
literatura zagraniczna,
powieść,
zabawy blogowe,
zeszyt
niedziela, 31 maja 2020
Podsumowanie czytelnicze - maj. Zabawa z Czarną Damą z Misiowego Zakątka
Maj 2020
Litery podane na ten miesiąc przez Czarną Damę to: MŚP
1. M.L.
Stedman: "Światło między oceanami"
M - M.
Ś - Światło
P -
podbródki, powieki *
2. Aleksander
Minkowski: „Zakładnik szaleńca”
M –
Minkowski
Ś – ---
P – potwory,
paszcze
3. Ken
Mogi: „Ikigai: Japońska sztuka szczęścia”
M – Mogi
Ś – ---
P – ---
4. Marta
Matyszczak: „Zło czai się na szczycie”
M – Marta,
Matyszczak
Ś - ---
P - ---
5. Morris,
Rene Goscinny: „Kuzyni Daltonów”
M – Morris
Ś ---
P –
pistolet, papieros, pocisk, pasy u spodni
6. Edith
Wharton: „Świat zabawy”
M ---
Ś – Świat
P – pani, panna
7. Marek
Niedźwiecki: „Radiota czyli Skąd się biorą Niedźwiedzie”
M – Marek
Ś ---
P – palce,
pan
8. Małgorzata
Szejnert: „My, właściciele Teksasu”
M –
Małgorzata
Ś ---
P –
panowie, panie
9. Dorota
Masłowska: „Więcej niż możesz zjeść”
M –
Masłowska
Ś ---
P –
pomidor, plaster, pani
10. Maciej
Stuhr: „W krzywym zwierciadle”
M – Maciej
Ś ---
P – palce
11. Marcia
Moody: „Kate: Księżna Cambridge”
M – Marcia,
Moody
Ś ---
P - pani, portret
12. Jojo
Moyes: „Światło w środku nocy”
M – Moyes
Ś – Światło
P – Pani,
pejzaż
13. Michelle Obama: „Becoming: Moja historia”
M –
Michelle
Ś ---
P – palce, pani, portret
14. Ada
Martynowska: “Przebojowa Polka w Londynie”
M –
Martynowska
Ś ---
P – pani,
panna, palce
15. Maria
Szabłowska, Krzysztof Szewczyk: „Ludzkie gadanie”
M – Maria
Ś ---
P – pani,
pan, para, pokrętła
16. Morris, Rene Goscinny: „Sędzia”, t. 13
M – Morris
Ś ---
P – palec,
panowie, papieros
17. Michael
Crummey: “Sweetland”
M – Michael
Ś ---
P ---
18. Małgorzata Klunder: "Robert i Róża"
M - Małgorzata
Ś ---
P - park
Z wyniku jestem bardzo zadowolona, tym bardziej, że nadal nie mam dostępu do biblioteki i czytam książki z półek i coś tam dokupuję, wymieniłam się również ostatnio.
Etykiety:
czytanie,
czytelnictwo,
komiks,
książki,
lektury,
literatura polska,
literatura zagraniczna,
maj 2020,
Misiowy Zakątek,
powieść,
wyzwanie,
zabawa,
zabawy blogowe
sobota, 30 maja 2020
Czwarty wpis majowy
Ten tydzień był już dla mnie łaskawszy i trochę się pozbierałam po ataku rwy kulszowej. Jednak jak już zrobiłam wszystko w domu i synek chciał ze mną porozmawiać lub szedł na ogródek z mężem się pobawić, to kładłam się i czytałam. Czytaliśmy z synkiem po raz kolejny Kubusia Puchatka (tym razem przygody pluszowego misia wydane przez firmę Disney), Samolotowo i wiersze Juliana Tuwima.
Ja sięgnęłam po:
- Michelle Obama: "Becoming: Moja historia" - ikoniczna była pierwsza dama USA.
"Poszukując latami równowagi życiowej, odkryłam, że czasami warto zmienić priorytety i przez chwilę zadbać wyłącznie o siebie".
Książka ciekawa, napisana wartko, widać temperament w każdym słowie autorki, ale też zwykłą ludzką uprzejmość, ambicję i wyrozumiałość dla innych.
- Ada Martynowska: "Przebojowa Polka w Londynie" - nie porwała mnie ta historia. Kiepsko napisana, taka nijaka i w sumie już mi się zamazuje w pamięci.
- Maria Szabłowska, Krzysztof Szewczyk: "Ludzkie gadanie" - kto nie zna tego duetu z "Wideoteki"? Bardzo przyjemna rozmowa o muzyce, rozgłośniach radiowych, sławnych ludziach, ich wspomnieniach dot. niektórych kolejnych kroków w karierze. Dobrze się czyta, rozdziały są przeplecione wywiadami z artystami. Anegdotki o imprezach, wyjazdach i modzie. Po lekturze "Radioty" świetne uzupełnienie wiedzy.
- Morris, Rene Goscinny: "Sędzia" t. 13 z serii o Lucky Luku. Tym razem Lucky Luke ma przegonić stado przez bardzo niebezpieczne miasto,w którym rządzi bezprawnie samozwańczy Sędzia. Kolejna przygoda, jak tym razem się zakończy?
- czytam jeszcze jedną książkę i sądzę, że do jutra spokojnie ją skończę, bo wciągnęłam się niesamowicie, ale ciągnie mnie też do skończenia maleńkiego haftu oraz kolejnych zawieszek. Zobaczymy, noc jest długa :)
Poza tym w tym mijającym tygodniu obserwowaliśmy jak kociaki stają się już pewniejsze siebie i zaczynają broić. Po pierwsze zmieniły miejsce swojego odpoczynku. Skrzynka, w której przebywały od początku została przez nie porzucona i zagnieździły się w piętrowym kuchennym koszyku na kółkach, który stał pusty pod szafką, bo czasem Pyśka, ich matka, tam lubi spać. Są tam koce, więc jak tylko tam doczłapały, to od razu zostały :) Nauczyły się wspinać do koszyczka wyższego i na pufy oraz fotel. Czaruś to prawdziwy czaruś, jak słyszy, że wstajemy to zaczyna chodzić po kuchni i domaga się głasków. Wszystkie kochają się wspinać po kuchennej zasłonie. Orzech włoski robi za piłkę, którą popychają łapkami. Biegają coraz pewniej i przewracają się wzajemnie. Mój syn ukochał najbardziej Szarego i tuli go co chwilę, chociaż to on jest chyba najbardziej bojaźliwy z całej trójki.
Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za każdy komentarz.
niedziela, 24 maja 2020
Trzeci wpis majowy
Chyba w maju zawsze jest tak, że trudno mi zapanować nad swoimi planami, bo co chwilę coś się zmienia. I tym razem nie było inaczej.
Wszystko co zaplanowałam do załatwienia z urzędowych spraw - udało mi się powysyłać, oddać, wydrukować. Niestety z resztą planów już nie było tak łatwo, bo miałam znowu atak rwy kulszowej. Zawsze po takim ataku, wzięciu odpowiednich leków przez 10 dni, szłam na masaże - teraz niestety mogę o tym zapomnieć. Zobaczymy, może za jakiś czas będzie to możliwe.
W związku z tym nic nie udało mi się uszyć do końca, za to wysłałam do koleżanki paczkę z różnymi drobiazgami, w tym z uszytymi wcześniej siateczkami, okładką na książki i zakładkami.
Leżenie w łóżku w jednej pozycji na boku ma jednak plus taki, że przeczytałam nie dość, że jakościowo dobre książki, to ilościowo też całkiem sporo, tym bardziej, że np. książka autorstwa Jojo Moyes to ponad 500 stron lektury.
W tym tygodniu:
1. Dokończyłam książkę Małgorzaty Klunder: "Robert i Róża" - całkiem ciekawa książka, z wieloma odniesieniami do literatury, niestety głównie "Władcy Pierścieni". Trochę taka Jeżycjada, jednak bardziej dydaktyczna i o dziwo sporo tu katalicyzmu.
2. Dorota Masłowska: "Więcej niż możesz zjeść" - felietony, zabawne, ocierające się o kulinaria jednak nie znajdziecie tu przepisów jak upiec ciasto czy zapiekankę. Za to znajdziecie przepis jak zrobić niedzielę nad jeziorem lub wrócić w czasie do kanapek ze sklepiku szkolnego. Wciągnęłam się niesamowicie, a że książeczka cieniutka, to połknęłam to w kilka chwil.
3. Maciej Stuhr: "W krzywym zwierciadle" - to również felietony, z pazurem, dające do myślenia, czasem komiczne, czasem tak prawdziwe, że aż bolesne.
4. Marcia Moody: "Kate" - ciekawa osóbka z tek Kate Middleton. Wydaje się, że jest taka jak każdy inny, nie zadziera nosa, ma swoje cele, jest ambitna i serdeczna. Absolutnie nie odniosłam wrażenia, że mogłaby być kostyczna i wywyższająca się.
5. Jojo Moyes: "Światło w środku nocy" - nastawiłam się na powieść o bibliotece konnej, a dostałam historię kobiet, twardych, stojących za sobą murem. Oczywiście o bibliotece też jest sporo. Jednak to co przeważa wg mnie w tej powieści to przyjaźń kobieca i romanse.
Jestem w trakcie czytania kolejnego ciekawego grubaska, ale teraz jeszcze chciałam się czymś pochwalić. Dwa lata temu przygarnęliśmy kotkę. Pyśka to humorzasta hrabina, która prycha na psa i ustawia go w kącie. Pies pokornie również czeka, aż koty się najedzą, a dopiero po nich je. Ale to o czym chciałam napisać z psem nie ma wiele wspólnego. Otóż od miesiąca zamiast 2 kotów, mam ich 5 :) Ponieważ Pyśka była bardzo długo leczona, podjęliśmy decyzję, że jeszcze poczekamy ze sterylizacją i będziemy podawać jej tabletki antykoncepcyjne. I zgadnijcie co... Otóż nie podziałały. Jak tylko kotka przestanie karmić młode, pani weterynarz zrobi jej powtórne badania i wtedy może będzie można dokonać sterylizacji. Obecnie cieszymy się obecnością trójki wspaniałych, grubiutkich kuleczek, które reagują ciekawością, gdy koło nich przechodzę, chętnie dają się głaskać i powoli robią pierwsze kroki pod naszym czujnym wzrokiem w ogródku.
Zostawiam Was ze zdjęciami małych kuleczek i życzę Wam wspaniałego kolejnego tygodnia maja :)
Wszystko co zaplanowałam do załatwienia z urzędowych spraw - udało mi się powysyłać, oddać, wydrukować. Niestety z resztą planów już nie było tak łatwo, bo miałam znowu atak rwy kulszowej. Zawsze po takim ataku, wzięciu odpowiednich leków przez 10 dni, szłam na masaże - teraz niestety mogę o tym zapomnieć. Zobaczymy, może za jakiś czas będzie to możliwe.
W związku z tym nic nie udało mi się uszyć do końca, za to wysłałam do koleżanki paczkę z różnymi drobiazgami, w tym z uszytymi wcześniej siateczkami, okładką na książki i zakładkami.
Leżenie w łóżku w jednej pozycji na boku ma jednak plus taki, że przeczytałam nie dość, że jakościowo dobre książki, to ilościowo też całkiem sporo, tym bardziej, że np. książka autorstwa Jojo Moyes to ponad 500 stron lektury.
W tym tygodniu:
1. Dokończyłam książkę Małgorzaty Klunder: "Robert i Róża" - całkiem ciekawa książka, z wieloma odniesieniami do literatury, niestety głównie "Władcy Pierścieni". Trochę taka Jeżycjada, jednak bardziej dydaktyczna i o dziwo sporo tu katalicyzmu.
2. Dorota Masłowska: "Więcej niż możesz zjeść" - felietony, zabawne, ocierające się o kulinaria jednak nie znajdziecie tu przepisów jak upiec ciasto czy zapiekankę. Za to znajdziecie przepis jak zrobić niedzielę nad jeziorem lub wrócić w czasie do kanapek ze sklepiku szkolnego. Wciągnęłam się niesamowicie, a że książeczka cieniutka, to połknęłam to w kilka chwil.
3. Maciej Stuhr: "W krzywym zwierciadle" - to również felietony, z pazurem, dające do myślenia, czasem komiczne, czasem tak prawdziwe, że aż bolesne.
4. Marcia Moody: "Kate" - ciekawa osóbka z tek Kate Middleton. Wydaje się, że jest taka jak każdy inny, nie zadziera nosa, ma swoje cele, jest ambitna i serdeczna. Absolutnie nie odniosłam wrażenia, że mogłaby być kostyczna i wywyższająca się.
5. Jojo Moyes: "Światło w środku nocy" - nastawiłam się na powieść o bibliotece konnej, a dostałam historię kobiet, twardych, stojących za sobą murem. Oczywiście o bibliotece też jest sporo. Jednak to co przeważa wg mnie w tej powieści to przyjaźń kobieca i romanse.
Jestem w trakcie czytania kolejnego ciekawego grubaska, ale teraz jeszcze chciałam się czymś pochwalić. Dwa lata temu przygarnęliśmy kotkę. Pyśka to humorzasta hrabina, która prycha na psa i ustawia go w kącie. Pies pokornie również czeka, aż koty się najedzą, a dopiero po nich je. Ale to o czym chciałam napisać z psem nie ma wiele wspólnego. Otóż od miesiąca zamiast 2 kotów, mam ich 5 :) Ponieważ Pyśka była bardzo długo leczona, podjęliśmy decyzję, że jeszcze poczekamy ze sterylizacją i będziemy podawać jej tabletki antykoncepcyjne. I zgadnijcie co... Otóż nie podziałały. Jak tylko kotka przestanie karmić młode, pani weterynarz zrobi jej powtórne badania i wtedy może będzie można dokonać sterylizacji. Obecnie cieszymy się obecnością trójki wspaniałych, grubiutkich kuleczek, które reagują ciekawością, gdy koło nich przechodzę, chętnie dają się głaskać i powoli robią pierwsze kroki pod naszym czujnym wzrokiem w ogródku.
Zostawiam Was ze zdjęciami małych kuleczek i życzę Wam wspaniałego kolejnego tygodnia maja :)
niedziela, 17 maja 2020
Drugi wpis majowy
Kolejny tydzień maja minął mi błyskawicznie. Nie miałam czasu za bardzo na gotowanie (przydały się z wcześniejszego tygodnia przygotowane jedzenie), ani na szycie. Jedyną rzecz jaką w całości uszyłam to niewielką, dwustronną zawieszkę-samochód.
Poza tym nie udało mi się nic innego dokończyć. Wieczorami za bardzo ręce mnie bolały i kręgosłup, żeby szyć. Nie oglądałam też seriali. Jednak sporo przeczytałam:
Ken Mogi: "Ikigai"
Pięć filarów ikigai:
1. zaczynanie od rzeczy małych
2. uwalnianie siebie
3. harmonia i trwanie
4. drobne przyjemności
5. tu i teraz
Filary nie wykluczają się wzajemnie, żaden nie jest ważniejszy od drugiego.
Edith Wharton: "Świat zabawy"
Dobry klasyk o pannie, która chciała korzystać z życia garściami. Co z tego wyszło? Warto się przekonać.
Marek Niedźwiecki: "Radiota"
Ależ utrafiłam w czas z tą lekturą. Marek Niedźwiecki to twarz Top listy, listy przebojów, przebojów wszechczasów. Każdy kto go słuchał, ten wie, dlaczego to właśnie on jest kojarzony przez pokolenia jako osoba, która zna się na dobrej muzyce, potrafi nawiązać dialog poprzez utwory ze słuchaczem. Wczoraj Marek Niedźwiecki złożył rezygnację w Radiowej Trójce. Wydaje mi się, że bardzo polubiłabym go jako człowieka, mimo że opisuje siebie jako humorzastego samotnika.
Morris, Rene Goscinny: "Kuzyni Daltonów"
Dziwnie było wrócić do dawnych lat i przypomnieć sobie Lucky Luka. Aczkolwiek znałam go głównie z kreskówek, to jednak komiks przypadł mi bardziej do gustu. I będę na pewno czytała w miarę możliwości kolejne części, bo to dla mnie przyjemne wspomnienie lat dzieciństwa, gdy z tatą oglądałam bajki i seriale kryminalne. Oj, kiedyś spędzałam sporo czasu i nad serialami i książkami kryminalnymi. Teraz rzadko kiedy sięgam po taką rozrywkę, ale czasem coś mnie zainteresuje i wtedy pamiętam jak z tatą przekomarzaliśmy się i objadaliśmy faworkami lub orzechami włoskimi.
Małgorzata Szejnert: "My, właściciele Teksasu"
Małgorzatę Szejnert chyba większość moli książkowych kojarzy. To świetna reporterka, obserwatorka życia i archiwistka w jednym. Reportaże z PRL-u i przypomnienie tamtych czasów wlało trochę we mnie nadziei. Nadziei na lepsze jutro, bo przecież mimo jakiś kolejek w czasie kwarantanny przed sklepami i brakami w asortymencie (drożdże), to jednak nie były to naciskające tłumy na szybę sklepu, nie było płatnych kolejkowiczów. Oczywiście ta książka nie jest tylko o kolejkach, ale to chyba w niej uderzyło mnie najbardziej.
Kończę też czytać książkę o rodzinie Niziołków. Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień będzie dla mnie równie łaskawy i że zaczęte sprawy uda mi się pomyślnie zakończyć.
Poza tym nie udało mi się nic innego dokończyć. Wieczorami za bardzo ręce mnie bolały i kręgosłup, żeby szyć. Nie oglądałam też seriali. Jednak sporo przeczytałam:
Ken Mogi: "Ikigai"
Pięć filarów ikigai:
1. zaczynanie od rzeczy małych
2. uwalnianie siebie
3. harmonia i trwanie
4. drobne przyjemności
5. tu i teraz
Filary nie wykluczają się wzajemnie, żaden nie jest ważniejszy od drugiego.
Edith Wharton: "Świat zabawy"
Dobry klasyk o pannie, która chciała korzystać z życia garściami. Co z tego wyszło? Warto się przekonać.
Marek Niedźwiecki: "Radiota"
Ależ utrafiłam w czas z tą lekturą. Marek Niedźwiecki to twarz Top listy, listy przebojów, przebojów wszechczasów. Każdy kto go słuchał, ten wie, dlaczego to właśnie on jest kojarzony przez pokolenia jako osoba, która zna się na dobrej muzyce, potrafi nawiązać dialog poprzez utwory ze słuchaczem. Wczoraj Marek Niedźwiecki złożył rezygnację w Radiowej Trójce. Wydaje mi się, że bardzo polubiłabym go jako człowieka, mimo że opisuje siebie jako humorzastego samotnika.
Morris, Rene Goscinny: "Kuzyni Daltonów"
Dziwnie było wrócić do dawnych lat i przypomnieć sobie Lucky Luka. Aczkolwiek znałam go głównie z kreskówek, to jednak komiks przypadł mi bardziej do gustu. I będę na pewno czytała w miarę możliwości kolejne części, bo to dla mnie przyjemne wspomnienie lat dzieciństwa, gdy z tatą oglądałam bajki i seriale kryminalne. Oj, kiedyś spędzałam sporo czasu i nad serialami i książkami kryminalnymi. Teraz rzadko kiedy sięgam po taką rozrywkę, ale czasem coś mnie zainteresuje i wtedy pamiętam jak z tatą przekomarzaliśmy się i objadaliśmy faworkami lub orzechami włoskimi.
Małgorzata Szejnert: "My, właściciele Teksasu"
Małgorzatę Szejnert chyba większość moli książkowych kojarzy. To świetna reporterka, obserwatorka życia i archiwistka w jednym. Reportaże z PRL-u i przypomnienie tamtych czasów wlało trochę we mnie nadziei. Nadziei na lepsze jutro, bo przecież mimo jakiś kolejek w czasie kwarantanny przed sklepami i brakami w asortymencie (drożdże), to jednak nie były to naciskające tłumy na szybę sklepu, nie było płatnych kolejkowiczów. Oczywiście ta książka nie jest tylko o kolejkach, ale to chyba w niej uderzyło mnie najbardziej.
Kończę też czytać książkę o rodzinie Niziołków. Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień będzie dla mnie równie łaskawy i że zaczęte sprawy uda mi się pomyślnie zakończyć.
Etykiety:
czytanie,
klasyka,
komiks,
książki,
literatura dziecięca,
literatura polska,
literatura zagraniczna,
maj 2020,
powieść,
przemyślenia,
szycie,
wyzwanie,
zabawy blogowe,
zawieszki
sobota, 9 maja 2020
Pierwszy tydzień maja 2020
Maj zaczęłam z przytupem. Mam już kilka
przeczytanych książek, w końcu doszyłam gumki do okładki-otulacza do książki
dla koleżanki i gotowałam.
Gdy mieszkałam z rodzicami, nie do końca
przejmowałam się posiłkami. Gdy byłam młodsza, to rodzice gotowali obiad, a
śniadanie i kolację robiłam sobie mało urozmaiconą: kanapkę lub zupę mleczną.
Nie zastanawiałam się, dlaczego czasami gorzej się czuję lub dostaję wysypkę na
rękach.
W miarę dorastania i przygotowywania
posiłków samodzielnie, szkoda mi było czasu i często kupowałam półprodukty lub
fast foody. Niestety odbiło się to bardzo na moim zdrowiu.
Od kilku lat staram się rzadko kupować
gotowce czy śmieciowe jedzenie i gotuję większość potraw sama (niektóre dania
są popisowe męża i to on je szykuje). Jednak wiadomo, że czas nie jest z gumy i
dlatego zawsze gotuję daną potrawę na kilka dni i wkładam do słoików lub mrożę.
Dzięki temu gotuję tak naprawdę 2 razy w tygodniu. Tym razem zaszalałam i
ugotowałam nie tylko kilka słoików gulaszu, bigosu, ale upiekłam też ciasteczka
i pasztet. I byłam z siebie dumna przez moment, aż uprzytomniłam sobie, że
jeszcze dla synka muszę ugotować potrawkę z ciecierzycy :)
Tak wygląda pasztet z wątróbki ze
zblendowanymi skwarkami:
To otulacz-okładka na książki:
Miesiąc rozpoczęłam lekturą, po której
obiecywałam sobie wiele: M.L. Stedman: "Światło między oceanami" -
miało być wzruszająco i pobudzać do przemyśleń dot. jak dobrzy ludzie podejmują
złe decyzje i jak to wpływa na innych. No cóż, o decyzjach było, o konsekwencjach
było, ale trochę jak dla mnie mdło napisane. Nie wzruszyłam się.
Drugą lekturą była powieść młodzieżowa
Aleksandra Minkowskiego: "Zakładnik szaleńca". Tu już było znacznie
lepiej, nawet mogłabym rzec, że wciągnęłam się w koszmary chłopca, w wyścig o
tanią energię i szantaż.
Kolejną lekturą był kryminał Marty
Matyszczak: "Zło czai się na szczycie" - narrator pies Gucio, ciekawy
wątek detektywistyczny, ale stanowczo za dużo o miłości, złości i robieniu
czegoś na pokaz. Gdyby kilka stron-scen wyciąć, to byłoby to nawet porównywalne
do pierwszych książek Chmielewskiej.
Liczę na to, że w weekend uda mi się coś
uszyć i trochę odpocząć od garów :) Czego i Wam życzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























