Kolejny tydzień maja minął mi błyskawicznie. Nie miałam czasu za bardzo na gotowanie (przydały się z wcześniejszego tygodnia przygotowane jedzenie), ani na szycie. Jedyną rzecz jaką w całości uszyłam to niewielką, dwustronną zawieszkę-samochód.
Poza tym nie udało mi się nic innego dokończyć. Wieczorami za bardzo ręce mnie bolały i kręgosłup, żeby szyć. Nie oglądałam też seriali. Jednak sporo przeczytałam:
Ken Mogi: "Ikigai"
Pięć filarów ikigai:
1. zaczynanie od rzeczy małych
2. uwalnianie siebie
3. harmonia i trwanie
4. drobne przyjemności
5. tu i teraz
Filary nie wykluczają się wzajemnie, żaden nie jest ważniejszy od drugiego.
Edith Wharton: "Świat zabawy"
Dobry klasyk o pannie, która chciała korzystać z życia garściami. Co z tego wyszło? Warto się przekonać.
Marek Niedźwiecki: "Radiota"
Ależ utrafiłam w czas z tą lekturą. Marek Niedźwiecki to twarz Top listy, listy przebojów, przebojów wszechczasów. Każdy kto go słuchał, ten wie, dlaczego to właśnie on jest kojarzony przez pokolenia jako osoba, która zna się na dobrej muzyce, potrafi nawiązać dialog poprzez utwory ze słuchaczem. Wczoraj Marek Niedźwiecki złożył rezygnację w Radiowej Trójce. Wydaje mi się, że bardzo polubiłabym go jako człowieka, mimo że opisuje siebie jako humorzastego samotnika.
Morris, Rene Goscinny: "Kuzyni Daltonów"
Dziwnie było wrócić do dawnych lat i przypomnieć sobie Lucky Luka. Aczkolwiek znałam go głównie z kreskówek, to jednak komiks przypadł mi bardziej do gustu. I będę na pewno czytała w miarę możliwości kolejne części, bo to dla mnie przyjemne wspomnienie lat dzieciństwa, gdy z tatą oglądałam bajki i seriale kryminalne. Oj, kiedyś spędzałam sporo czasu i nad serialami i książkami kryminalnymi. Teraz rzadko kiedy sięgam po taką rozrywkę, ale czasem coś mnie zainteresuje i wtedy pamiętam jak z tatą przekomarzaliśmy się i objadaliśmy faworkami lub orzechami włoskimi.
Małgorzata Szejnert: "My, właściciele Teksasu"
Małgorzatę Szejnert chyba większość moli książkowych kojarzy. To świetna reporterka, obserwatorka życia i archiwistka w jednym. Reportaże z PRL-u i przypomnienie tamtych czasów wlało trochę we mnie nadziei. Nadziei na lepsze jutro, bo przecież mimo jakiś kolejek w czasie kwarantanny przed sklepami i brakami w asortymencie (drożdże), to jednak nie były to naciskające tłumy na szybę sklepu, nie było płatnych kolejkowiczów. Oczywiście ta książka nie jest tylko o kolejkach, ale to chyba w niej uderzyło mnie najbardziej.
Kończę też czytać książkę o rodzinie Niziołków. Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień będzie dla mnie równie łaskawy i że zaczęte sprawy uda mi się pomyślnie zakończyć.
Uwielbiam czytać, lubię szyć. Od czasu do czasu pokazuję co uszyłam, wykonałam z dzieckiem.
niedziela, 17 maja 2020
Drugi wpis majowy
Etykiety:
czytanie,
klasyka,
komiks,
książki,
literatura dziecięca,
literatura polska,
literatura zagraniczna,
maj 2020,
powieść,
przemyślenia,
szycie,
wyzwanie,
zabawy blogowe,
zawieszki
sobota, 9 maja 2020
Pierwszy tydzień maja 2020
Maj zaczęłam z przytupem. Mam już kilka
przeczytanych książek, w końcu doszyłam gumki do okładki-otulacza do książki
dla koleżanki i gotowałam.
Gdy mieszkałam z rodzicami, nie do końca
przejmowałam się posiłkami. Gdy byłam młodsza, to rodzice gotowali obiad, a
śniadanie i kolację robiłam sobie mało urozmaiconą: kanapkę lub zupę mleczną.
Nie zastanawiałam się, dlaczego czasami gorzej się czuję lub dostaję wysypkę na
rękach.
W miarę dorastania i przygotowywania
posiłków samodzielnie, szkoda mi było czasu i często kupowałam półprodukty lub
fast foody. Niestety odbiło się to bardzo na moim zdrowiu.
Od kilku lat staram się rzadko kupować
gotowce czy śmieciowe jedzenie i gotuję większość potraw sama (niektóre dania
są popisowe męża i to on je szykuje). Jednak wiadomo, że czas nie jest z gumy i
dlatego zawsze gotuję daną potrawę na kilka dni i wkładam do słoików lub mrożę.
Dzięki temu gotuję tak naprawdę 2 razy w tygodniu. Tym razem zaszalałam i
ugotowałam nie tylko kilka słoików gulaszu, bigosu, ale upiekłam też ciasteczka
i pasztet. I byłam z siebie dumna przez moment, aż uprzytomniłam sobie, że
jeszcze dla synka muszę ugotować potrawkę z ciecierzycy :)
Tak wygląda pasztet z wątróbki ze
zblendowanymi skwarkami:
To otulacz-okładka na książki:
Miesiąc rozpoczęłam lekturą, po której
obiecywałam sobie wiele: M.L. Stedman: "Światło między oceanami" -
miało być wzruszająco i pobudzać do przemyśleń dot. jak dobrzy ludzie podejmują
złe decyzje i jak to wpływa na innych. No cóż, o decyzjach było, o konsekwencjach
było, ale trochę jak dla mnie mdło napisane. Nie wzruszyłam się.
Drugą lekturą była powieść młodzieżowa
Aleksandra Minkowskiego: "Zakładnik szaleńca". Tu już było znacznie
lepiej, nawet mogłabym rzec, że wciągnęłam się w koszmary chłopca, w wyścig o
tanią energię i szantaż.
Kolejną lekturą był kryminał Marty
Matyszczak: "Zło czai się na szczycie" - narrator pies Gucio, ciekawy
wątek detektywistyczny, ale stanowczo za dużo o miłości, złości i robieniu
czegoś na pokaz. Gdyby kilka stron-scen wyciąć, to byłoby to nawet porównywalne
do pierwszych książek Chmielewskiej.
Liczę na to, że w weekend uda mi się coś
uszyć i trochę odpocząć od garów :) Czego i Wam życzę.
piątek, 1 maja 2020
Czytelnicze podsumowanie kwietnia 2020r.
W tym miesiącu u Lidzi z Misiowego Zakątka obowiązywały literki:
Banerek z Zabawy:
A moje lektury przedstawiają się tak:
Ilościowo dobry miesiąc, jakościowo trochę słabszy niż zazwyczaj, ale za to czytam książki z półki :)
Banerek z Zabawy:
A moje lektury przedstawiają się tak:
1. Anna Seniuk, Magdalena
Małecka-Wippich: "Nietypowa baba ze mnie"
P ---
A ---
W - włosy, wargi
2. Evan Bocek: "Arystokratka na
koniu"
P ---
A - Arystokratka
W – wzorek na tapecie
3. Marzanna Graff, Artur Barciś: „Rozmowy
bez retuszu”
P ---
A ---
W – wargi
4. Jacek Dehnel: „Ale z naszymi umarłymi”
P ---
A – Ale
W ---
5. James Patterson, Emily Raymond: „ First love”
P – Patterson
A ---
W – włosy, wóz
6. Marcin Pałasz: „Sposób na Elfa”
P – Pałasz
A ---
W - włosy
7. Iwona Poczopko: „Nasze kochane święta”
P – Poczopko
A ---
W – widelce
8. Atkinson Patricia: „Sezon na
winobranie”
P – Patricia
A ---
W – wieś
9. Remigiusz Piotrowski: „Absurdy i
kurioza przedwojennej Polski”
P - Piotrowski
A - Absurdy
W ---
10. Peter Christen
Asbjornsen ,
Jorgen Moe: “Zamek Soria Moria”
P - Peter
A ---
W ---
11. Agata Przybyłek: “Masz wiadomość”
P – Przybyłek
A ---
W ---
12. Justyna Pobiedzińska: „Napiwku nie
będzie”
P - Pobiedzińska
A ---
W ---
13. Julia Duszyńska:
„Cudaczek-Wyśmiewaczek”
P ---
A ---
W - włos
14. Piotr Ambroziewicz: „Auta dla nas,
auta dla mas”
P – Piotr
A – auta
W - wycieraczki
15. Piotr Krysiak: Edyta Górniak: Bez
cenzury
P – Piotr
A ---
W – wokalistka, włosy
16. Filip Springer: „Dwunaste: Nie myśl,
że uciekniesz”
P ---
A ---
W ---
17. Thomas Pynchon: „49 idzie pod młotek”
P – Pynchon
A ---
W – walizka, włosy
18. Bolesław Prus: „Kartki z podróży:
Puławy”
P – Prus
A ---
W ---
Skończyłam czytać i nie zdążyłam
nic o tym napisać, a tu taki piękny język i opisy: „Za to na lewo widok jest
piękny. Dość wysokie wzgórze oddzielone od ulicy sztachetami, a na jego
szczycie kościółek okrągły z przystankiem wspartym na potężnych piaskowcowych
kolumnach. Obok — dzwonnica, a poza tym wszystkim girlanda lip, ogrody i
niedawno wzniesione domki, ciągnące się aż do pałacowego muru”. Na nowo
odkrywam Prusa.
Ilościowo dobry miesiąc, jakościowo trochę słabszy niż zazwyczaj, ale za to czytam książki z półki :)
czwartek, 30 kwietnia 2020
Koloruję i czytam
Z powodu większej ilości czasu, który spędzam wraz z synem nad jego pracami plastycznymi, przypomniało mi się jak lubiłam w czasie ciąży kolorować. Znalazłam moje antystresowe kolorowanki :) i zaczęłam zabawę. Idzie mi wolno, bo jednak większość uwagi muszę poświęcić na pomoc synkowi, ale coś tam pomalutku już widać.
Poza tym ciągle coś czytam, mało piszę:
Poza tym ciągle coś czytam, mało piszę:
Piotr Ambroziewicz: "Auta dla nas,
auta dla mas"
Od razu piszę - nie sięgnęłabym po tę
pozycję, gdyby nie zainteresowania męża i pogadanki na temat historii
motoryzacji. Ponieważ nie lubię skreślać z góry jakiegoś zagadnienia jako
nieinteresującego, dlatego sięgnęłam po książkę, którą posiadamy w swoich
zasobach o samochodach. To był całkiem niezły wybór, bo z początku książki
dowiedziałam się wielu fascynujących rzeczy o pojazdach na parę, pierwszych
samochodach na benzynę. Co prawda późniejsze rozdziały nie były dla mnie aż tak
fascynujące, bo o polskiej motoryzacji codziennie całkiem sporo słyszę, ale
mogę polecić książkę pana Ambroziewicza nawet osobom, które nie odróżniają
pedału gazu od hamulca itp.
Dzięki tej książce spędziłam z mężem kilka
godzin nocnych na rozmowach o autach, historii, wynalazkach i w końcu to nie
był monolog męża przerywany tylko moimi pytaniami :)
Justyna Pobiedzińska: "Napiwku nie
będzie"
Dobra książka - wywiady z kelnerami,
barmanami, pracownikami związanymi z gastronomią. Polecam, bo lektura ciekawa
nie tylko ze względu na smaczki, ale ze względu na historię zmieniania się
obowiązków i zachowań kelnerów, barmanów.
Thomas Pynchon: "49 idzie pod
młotek"
Nie wiem jakim cudem ta książka trafiła w
moje ręce, nie wiem nawet dlaczego chciałam ją przeczytać. Jednak ze względu na
jej mała objętość - zmęczyłam i na pewno nie będę wracać do tej lektury.
Agata Przybyłek: "Masz
wiadomość"
Całkiem przyjemna lektura. Czy można
spotkać miłość w internecie? Tym bardziej, gdy jest się poranionym po
poprzednim związku? Na ile wszystko jest prawdziwe? Czy związek może zacząć się
od krótkiej wiadomości na czacie?
Przekonajcie się :)
Piotr Krysiak: "Edyta Górniak: Bez
cenzury"
Książka o Edycie Górniak była dla mnie
szokiem. Edyta taka zawsze wrażliwa, uśmiechnięta lub popłakana, tutaj opisana
jako kobieta fatalna, która wszystkimi manipuluje, nie ma żadnych zainteresowań
poza wielogodzinnymi rozmowami przez telefon i spaniem. Co prawda autor kilka
razy zaznaczał, że Edyta Górniak zawsze wysyłała większość pieniędzy swojej
mamie, aby jej pomóc, a nawet raz ojcu. Jednak i tak przeważająca treść jest
negatywna.
poniedziałek, 27 kwietnia 2020
Kolejna zbiorcza notka o lekturach
Mimo, że ostatnio nie mogę narzekać na ilość przeczytanych książek, to jakoś cały czas trudno mi się zabrać za ich uwiecznienie na moim blogu. Stąd też kolejna zbiorcza notka. A mam jeszcze materiału przynajmniej na dwie takie...
Filip
Springer: "Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz"
"Nie
sądź, że jesteś kimś – Nie sądź, że nam dorównujesz – Nie sądź, że jesteś
mądrzejszy od nas – Nie wyobrażaj sobie, że jesteś lepszy od nas – Nie sądź, że
wiesz więcej niż my – Nie sądź, że jesteś kimś więcej niż my – Nie sądź, że się
do czegoś nadajesz – Nie wolno ci się z nas śmiać – Nie sądź, że komuś na tobie
zależy – Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć – Myślisz, że nic o tobie nie
wiemy? – Nie myśl, że uciekniesz".
Wolę
Springera w książkach takich jak "Wanna z kolumnadą" lub "13
pięter", a te powieściowe mimo, że podobają mi się, to nie robią na mnie
aż takiego wrażenia, żeby dyskutować z mężem prawie do rana o architekturze,
brzydocie, banerach lub braku mieszkań. Jeżeli komuś podobała się "Miedzianka"
to istnieje duże prawdopodobieństwo, że i ta powieść przypadnie do gustu.
James Patterson, Emily Raymond: "First love"
Wydawnictwo
książek młodzieżowych Feeria Young kojarzy mi się z książkami, które mówią o
problemach nastolatek i nastolatków, ale są bardziej słodkie niż gorzkie. Tutaj
kolejny raz się zdziwiłam, a mamusia uczyła, żeby nie oceniać książki po
okładce. :)
Mimo, że
jest to lektura o pierwszej miłości i ucieczce z domu, to jednak jest gorzka z
kilku powodów, które nie są nam znane od początku.
Axi
szaleńczo zakochana w swoim przyjacielu Robinsonie, to grzeczna uczennica,
która nagle postanawia uciec z domu i nakłania do tego chłopaka. Robinson już
od jakiegoś czasu nie chodzi do szkoły, bo ją rzucił, ale Axi?! Ta
przewidywalna, zawsze grzeczna dziewczyna?
Jak skończy
się ucieczka? Dlaczego Robinson się na nią zgodził? Dowiecie się tego po
przeczytaniu książki duetu Patterson i Raymond. Lektura przyjemna, choć nie
obowiązkowa.
Patricia
Atkinson: "Sezon na winobranie"
Czy znacie
książki Frances Mayes dot. Toskanii? Możemy spokojnie te książki postawić na
jednej półce z "Sezonem na winobranie".
Mąż
Patricii marzył o przeprowadzeniu się do Francji, posiadaniu plantacji winorośli
i robieniu wina. Dlatego któregoś dnia przeprowadzają się wspólnie, jednak już
po krótkim czasie mąż Patricii wrócił do Anglii. Ona została z wszystkim sama i
bez odłożonych pieniędzy. Jednak dzięki przyjaciołom i sąsiadom poradziła sobie
i doceniono jej wina. W tym czasie rozwiodła się, jej najbliższy przyjaciel
zmarł, ale Patricia na szczęście nie została sama. Nie tylko pokochała ludzi z
okolicy, ale przyrodę i pracę. Znalazła pewnego rodzaju spokój i ukojenie.
Prosta
książka, prosty przekaz: mając wiele w życiu czego jeszcze potrzebujesz do
szczęścia?
Julia
Duszyńska: "Cudaczek-Wyśmiewaczek"
Na
zakończenie dzisiejszego zbioru notatek z przeczytanych książek, coś lekkiego i
większości dorosłym znane: "Cudaczek-Wyśmiewaczek".
Cudaczek-Wyśmiewaczek
to małe licho, które karmi się złymi emocjami, z których szyderczo może się
śmiać w kułak. Brzuszek mu od tego rośnie i jest wtedy szczęśliwy. Jednak, gdy
mu się nie dostarcza powodu do radości, to z głodu umiera lub zmienia osobę, z
którą przebywa.
Przyznaję,
że pamiętam, iż pani w przedszkolu czytała nam na głos książkę Julii
Duszyńskiej, ale w szkole to nie była moja lektura i nie pamiętałam za dużo z
niej. Dlatego, gdy natrafiłam na ogłoszeniu jednego z antykwariatów na książki
z dzieciństwa, to zdecydowałam się na hurtowy zakup :) Teraz przede mną kolejne
lektury, które czasem ominęły mnie w dzieciństwie, a czasami takie, które
prawie znam na pamięć. Warto wrócić do lektur sprzed wielu lat, polecam taką
podróż sentymentalną.
Etykiety:
książki,
kwiecień 2020,
lektury,
literatura dziecięca,
literatura młodzieżowa,
literatura polska,
literatura zagraniczna,
miłość,
powieść,
wyzwanie
niedziela, 26 kwietnia 2020
Jak czytać, to tylko z kotem u boku
Czytam i to całkiem sporo, ale jakoś nigdy nie mam czasu szkrobnąć choćby kilku słów. Dzisiaj mam zamiar to nadrobić :)

To mój towarzysz w świecie lektur, zawsze chętnie przybiega do łóżka, żeby pomruczeć i wyspać się do woli na miękkim kocu.
Iwona Poczopko: "Nasze kochane święta"
Gdy zobaczyłam okładkę tej książki, to pomyślałam sobie, że to będzie kolejna przesłodzona historyjka o rodzinnych świętach, gdzie zakochani spijają sobie z dzióbków, jest poprawnie i grzecznie. A tu takie zaskoczenie!
Książka Iwony Poczopko to całkiem niezły przegląd minionych dekad, a wszystko to jest omawiane przy stole wigilijnym w "normalnej" polskiej rodzinie. Na każdej Wigilii u Edka i Niuty, dwie dorosłe córki czasem z partnerami życiowymi, czasem same (małżeństwa, rozwody) spotykają się przy jednym stole. Każde z nich jest inne. Pan domu to człowiek sukcesu, który potrafił się ustawić, jego żona, drobna, piękna i zadbana kobieta uwielbiająca załatwiać kolejne zakupy, handelki za granicą. I dwie córki - Hanka i Marta. Hanka nie zdawała na studia, wychodziła nie raz za mąż, równie wyszczekana co jej wykształcona siostra. Obie temperamentne o przeciwstawnych zdaniach na temat polityki, posiadania dóbr, zamążpójścia i roli kobiety.
Te niesamowite rozmowy, czasem kłótnie i przepychanki słowne ukazują obraz Polski od czasów Gierka do współczesności. Nie ma tu podziału na dobrych i złych, jest ciągła rozmowa, argumenty i fakty. Co prawda nie zawsze mi się podobało jak się do siebie zwracają członkowie rodziny, jak jest traktowany mąż Hanki (ona też nie jest święta i mu okropnie dogaduje, nie tylko teściowa), słownictwo, ale z drugiej strony to takie wydawało mi się prawdziwe i to polewanie alkoholu i ciągłe palenie papierosów - stwarzało duszną atmosferę.
Na pewno sięgnę po kolejne książki Iwony Poczopko, aby się przekonać, czy inne jej utwory również są mniej sztampowe od tych zalewających rynek księgarski.

To mój towarzysz w świecie lektur, zawsze chętnie przybiega do łóżka, żeby pomruczeć i wyspać się do woli na miękkim kocu.
Iwona Poczopko: "Nasze kochane święta"
Gdy zobaczyłam okładkę tej książki, to pomyślałam sobie, że to będzie kolejna przesłodzona historyjka o rodzinnych świętach, gdzie zakochani spijają sobie z dzióbków, jest poprawnie i grzecznie. A tu takie zaskoczenie!
Książka Iwony Poczopko to całkiem niezły przegląd minionych dekad, a wszystko to jest omawiane przy stole wigilijnym w "normalnej" polskiej rodzinie. Na każdej Wigilii u Edka i Niuty, dwie dorosłe córki czasem z partnerami życiowymi, czasem same (małżeństwa, rozwody) spotykają się przy jednym stole. Każde z nich jest inne. Pan domu to człowiek sukcesu, który potrafił się ustawić, jego żona, drobna, piękna i zadbana kobieta uwielbiająca załatwiać kolejne zakupy, handelki za granicą. I dwie córki - Hanka i Marta. Hanka nie zdawała na studia, wychodziła nie raz za mąż, równie wyszczekana co jej wykształcona siostra. Obie temperamentne o przeciwstawnych zdaniach na temat polityki, posiadania dóbr, zamążpójścia i roli kobiety.
Te niesamowite rozmowy, czasem kłótnie i przepychanki słowne ukazują obraz Polski od czasów Gierka do współczesności. Nie ma tu podziału na dobrych i złych, jest ciągła rozmowa, argumenty i fakty. Co prawda nie zawsze mi się podobało jak się do siebie zwracają członkowie rodziny, jak jest traktowany mąż Hanki (ona też nie jest święta i mu okropnie dogaduje, nie tylko teściowa), słownictwo, ale z drugiej strony to takie wydawało mi się prawdziwe i to polewanie alkoholu i ciągłe palenie papierosów - stwarzało duszną atmosferę.
Na pewno sięgnę po kolejne książki Iwony Poczopko, aby się przekonać, czy inne jej utwory również są mniej sztampowe od tych zalewających rynek księgarski.
Remigiusz Piotrowski: "Absurdy i kurioza
przedwojennej Polski"
"Po wizycie złożonej
nam pamiętajmy o rewizycie. Takich nie należy składać, gdy ktoś jest zajęty lub
ma w domu dużo pracy. Nie każdy, niestety, w latach trzydziestych bierze sobie
tę poradę do serca i na temat niekulturalnych rewizyt powstają w prasie
elaboraty. Spośród wielu opisanych przypadków warto w tym miejscu przytoczyć
jeden, opowiadający o nieproszonej wizycie pewnej pani, która zjawiła się w
mieszkaniu koleżanki po południu i zabawiła aż do późnych godzin nocnych. Co
prawda gospodyni była w tym czasie bardzo zajęta, bo pomagała mężowi w
pakowaniu walizki (ten akurat wyjeżdżał z miasta) i w związku z tym wyjaśniła
subtelnie koleżance, że nie może się nią zająć. Ta na to odparła: »Ależ proszę
się nie przejmować, ja sobie tu będę czytała«. I czytała sobie rzeczywiście, czytała aż do północy". [s. 101]
Ciekawostki,
anegdoty, absurdy zebrane przez autora, skany artykułów, anonsów itp. Książka
do czytania, gdy ma się ochotę odpocząć i poczytać coś lekkiego, czasem z
ironią i sarkazmem.
piątek, 17 kwietnia 2020
Maseczki i kolejne przeczytane lektury
Jak wielu obecnie ludzi, ja również szyję maseczki. Nie powstają u mnie w ilościach hurtowych, bo niestety nie mam cierpliwości do wszywania gumek, poza tym wolę szyć ręcznie jakieś drobiazgi. Jednak kilka powstało na potrzeby rodziny i przyjaciół.
Poza tym ciągle czytam, chociaż niewiele o tym piszę ;)
Peter Christen Asbjornsen, Jorgen Moe: "Zamek Soria Moria"
Uwielbiam Baśnie i Legendy z Całego Świata, serię tą nazywam z krasnalem i jest moją ulubioną. Ponieważ żaden egzemplarz nie ostał się z mojego dzieciństwa, to teraz skupuję całą serię w antykwariatach. Mam już dość pokaźną kolekcję.
Obecnie przeczytałam baśń norweską, której nie pamiętam z dzieciństwa, o leniwym chłopcu, który popłynął z szyprem w podróż i przez burzę trafił w nieznane miejsce. Jako jedyny z załogi odważył się i wyszedł na ląd. Tam doszedł do zamku, w którym była księżniczka uwięziona przez trzygłowego trolla.
Baśnie z tej serii są dość straszne ("Król kruków"), większość z ciemnymi ilustracjami, ale niesamowicie pobudzające wyobraźnię i pokazujące jak dobro zwycięża zło - nie zawsze w oczywisty sposób.
Poza tym ciągle czytam, chociaż niewiele o tym piszę ;)
Peter Christen Asbjornsen, Jorgen Moe: "Zamek Soria Moria"
Uwielbiam Baśnie i Legendy z Całego Świata, serię tą nazywam z krasnalem i jest moją ulubioną. Ponieważ żaden egzemplarz nie ostał się z mojego dzieciństwa, to teraz skupuję całą serię w antykwariatach. Mam już dość pokaźną kolekcję.
Obecnie przeczytałam baśń norweską, której nie pamiętam z dzieciństwa, o leniwym chłopcu, który popłynął z szyprem w podróż i przez burzę trafił w nieznane miejsce. Jako jedyny z załogi odważył się i wyszedł na ląd. Tam doszedł do zamku, w którym była księżniczka uwięziona przez trzygłowego trolla.
Baśnie z tej serii są dość straszne ("Król kruków"), większość z ciemnymi ilustracjami, ale niesamowicie pobudzające wyobraźnię i pokazujące jak dobro zwycięża zło - nie zawsze w oczywisty sposób.
Marcin Pałasz: "Sposób na Elfa"
Marcina Pałasza poznałam na spotkaniu
autorskim, które kilka lat temu organizowałam dla młodszych dzieci. To
niesamowicie ciepły i uśmiechnięty człowiek, który potrafi tak opowiadać
historyjki, że dzieci siedzą zaciekawione z otwartymi buziami.
Nie inaczej mogło być z jego książkami.
Czytałam kilka i każda jest napisana ciekawie, dowcipnie, czasem trochę
sensacyjnie, ale nie miałam wcześniej do czynienia z serią o Elfie. Cóż to za
psiak uroczy! Czytając jego przygody można nie raz się uśmiechnąć, a dziecko
rozbawić.
Elf został adoptowany ze schroniska przez
Dużego i Młodego. Trochę wystraszony, nie znający pojęcia dom, rodzina i spacer
po lesie czy łąkach. Początki były trochę trudne, bo Elf załatwiał się w domu,
bał się na spacerze, nie lubił zostawać sam. Jednak z czasem jego przygody są
coraz bardziej śmiałe i odważne. Potrafi przegryźć smycz i wejść do
supermarketu, rozmawiać z innymi psami, zakolegować się z kotem, dawać znać o
rzeczach oraz osobach, których nie lubi.
Zachęcam do lektury, szczególnie jak
macie w domu dzieci w wieku 5-9 lat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































