piątek, 27 marca 2020

Siatka w jednorożce i notka o książkach

Już jakiś czas temu uszyłam, ale nie miałam ochoty na wykończenie tej siatki. W końcu się za to zebrałam i skończyłam szycie dla małej elegantki siateczki na drobne zakupy.



Siatka jest przeprana, więc nic nie powinno się z nią dziać, tylko jeszcze ją wyprasuję przed samą wysyłką.

Oprócz tego napisałam bardzo krótką notkę o książkach:
PigOut: "Świnia ryje w sieci" oraz "Dzienniki HEJterskie"

Będzie krótko i na temat. Czasem śmieszno, czasem straszno, ale celnie i na temat. PigOut komentuje wyłapane z sieci różne tematy z życia celebrytów, instagramerów, "madek", influencerów i sebixów. Żeby nie było, że tylko wyśmiewa, komentuje życie innych, to też nie milczy o swoich wtopach.

To dwutomowy zbiór felietonów z życia Polski, wszelkich mód, kłótni celebrytek i gwiazd, miłości do filmów. Wciąga niesamowicie, czyta się szybko.



Magdalena Witkiewicz: "Uwierz w Mikołaja"



Nadal i wciąż kultywuję swoją tradycję czytania świątecznych lektur poza okresem grudniowym. Akurat w obecnym czasie trzeba mi pozytywnych, pełnych nadziei opowieści, które pozwolą się oderwać od wiadomości, które podają ciągle nowe zatrważające statystyki.
"Uwierz w Mikołaja" to nie tylko książka świąteczna, czy też pozwalająca wierzyć, że wszystko z czasem się układa, to też powieść o zmianach w ludziach, o tym, że należy pracować nad relacjami z bliskimi, aby nie uważać ich za pewnik w życiu lub jako zbyteczne zaangażowanie w coś co nie przynosi dochodu.

A jak to się zaczęło? Agnieszka, studentka, wychowana przez babcię, jest przyzwyczajona do rodzinnych, pachnących świąt wraz z babcią. Niestety okazuje się, że w tym roku musi inaczej sobie zaplanować Boże Narodzenie, bo babcia mówi jej, że ma inne plany, a ona niech lepiej jedzie z przyjaciółmi do ciepłych krajów i poprzebywa z rówieśnikami zamiast w domku na głuchej wsi w lesie.

Agnieszka nie jest zachwycona tą perspektywą, chociaż współlokatorka namawia ją na wyjazd pod palmy. Próbuje też namówić ją, aby dała jej bratu szansę, żeby móc go lepiej poznać. Jednak Agnieszka stawia na swoim i wyjeżdża na wieś do babci. Tam niestety mocno się zawodzi, bo w domu nikogo nie ma. Na szczęście ma zapasy na 40 dni, bo nie dość, że zasypało ją tak, że swoim miejskim autkiem nie wyjedzie, to jeszcze na dodatek najbliższy sąsiad pożyczył sobie akumulator z auta babci i wyjechał na kilka dni. Bateria w telefonie jej padła, brak prądu i ludzi w pobliżu. A jednak rano znajduje kogoś w szopie z drewnem...

Kolejny wątek to rodzice współlokatorki Agnieszki, którzy od lat żyją obok siebie. Mąż jest właścicielem centrum handlowego, żona ma pensjonat Happy Ending dla seniorów i spędzają czas osobno. Nawet święta u nich to nie powód, aby kupić choinkę, przygotować kolację odświętną, spotkać się razem i kolędować. Gdy dzieci były młodsze to jeździli razem zagranicę, jednak teraz nawet tego im się nie chce.

Jest jeszcze Zosia i jej mama. Dziewczynka lubi się bawić w prawdziwy dom z mamą, robić ogromne zakupy, które po chwili oddają z powrotem na półki. Prowadzą dziwne życie, które nigdy nie wiadomo jak się będzie układać.

Zachęcam do lektury. Magdalena Witkiewicz potrafi oddać nie tylko te dobre uczucia, ale też te złe targające postaciami. Daje każdemu bohaterowi szczególny rys, który wyróżnia go i charakteryzuje. A wszystko to opisuje z lekkością.

sobota, 21 marca 2020

Christine Feret-Fleury: "Dziewczyna, która czytała w metrze"


Rzadko sięgam po literaturę francuską, a jeżeli już to raczej po klasykę, ale ta książka tak ładnie wpasowała mi się do wyzwania u Czarnej Damy. Na dodatek po tytule obiecywałam sobie wiele, bo jak pewnie wielu książkoholików, lubię czytać książki o książkach.

Juliette, młoda pracownica biura nieruchomości, codziennie dojeżdża do pracy metrem. Lubi czytać, ale lubi też podglądać co inni czytają. Może jest znudzona trochę swoim przewidywalnym życiem, ale rutyna to w końcu nic złego... Jednak pewnego dnia wysiadła wcześniej z metra, ryzykując spóźnieniem się do pracy. Dzięki temu trafia przypadkiem na kamienicę, gdzie drzwi, aby się nie zamknęły są założone książką. Gdy Juliette przygląda się temu z zaciekawieniem, zaczepia ją dziewczynka i wciąga do biura ojca. W biurze jest ogrom książek, książki są wszędzie (tak jak i kurz) i tam poznaje niezwykłego człowieka Solimana. Opowiada jej historię o wędrowaniu książek, o podrzucaniu właściwego tytułu wybranej osobie. I tak zaczyna się dziwna przygoda Juliette.

Sporo w treści znajdziemy wrzuconych tytułów książek, tak jakby trochę od niechcenia, dzięki temu z ciekawości zajrzałam na stronę jednej z księgarni, żeby zobaczyć o czym są proponowane tytuły i muszę przyznać, że czuję się zachęcona. A tutaj jeden z wielu fragmentów mówiących o literaturze:

"Mówili o książkach, zawsze o książkach, o gotyckich powieściach Horace'a Walpole'a i »Dublińczykach« Joyce'a, o fantastycznych opowieściach Itala Calvina i o esencjonalnej, enigmatycznej prozie Roberta Walsera, o »Zapiskach spod wezgłowia« Sei Shonagon i o poezji Garcii Lorki, a także o dwunastowiecznych poetach perskich".

Jeżeli ktoś chce poczytać fantastyczną opowieść o książkach, ich przeznaczeniu, wędrówce, to polecam "Dziewczynę, która czytała w metrze". Jednak nie oczekujcie galopującej akcji, czy zbyt wielu cytatów z innych pozycji literatury światowej. To dobra powieść dla książkoholików na jeden wieczór.

czwartek, 19 marca 2020

Jak po grudzie...

W tym miesiącu mniej czytam niż zazwyczaj, znowu niewiele szyję, bo nie mam kiedy, a wieczorami, gdy mam czas - jestem zmęczona. Ale nie chcę narzekać, bo jednak mamy wiele szczęścia: jesteśmy zdrowi, kończymy remoncik w schowku, zrobiłam porządki w szafach i nie mamy zbyt wiele braków w wiosennych ubraniach (dlaczego u nas zawsze wszyscy mają za mało skarpet?), możemy spędzać czas na ogródku, chwilowo nigdzie nie musimy wyjeżdżać.

W tym miesiącu przeczytałam książki, o których nie powstaną nawet krótkie notki, bo nie mam na to sił i nie porwały mnie zbytnio, więc nie tracę na to czasu:


Na szybko uszyłam jako ozdobę do prezentu rybkę i moje dziecko pokochało ryby od tego momentu, dlatego też szyję mu małe zawieszki rybki, wyklejamy akwarium z rybkami i oglądamy "Gdzie jest Nemo".
A tu sprawczyni tego zainteresowania:
 Na zdjęciu wyszła cokolwiek nieciekawie, ale mogę zaświadczyć, że wygląda lepiej na żywo :)

Aleksandra Michta-Juntunen: Finlandia


Książka ta jest dość nietypowa, bo napisana przez Polkę mieszkającą w Finlandii od 12 lat. Należy nadmienić, że wcześniej autorka zwiedzała świat i wcale nie miała w planach osiąść akurat w Finlandii. Jednak dzięki niej możemy przeczytać o 200 określeniach dot. śniegu (śnieg= LUMI), o tym, że Finlandia jest krajem nordyckiem, a nie skandynawskim. Językiem urzędowym Finów jest nie tylko fiński, ale też szwedzki. Większość ludności jest protestantami. Jest tam mało mniejszości narodowych, może dlatego, że przyjezdnym trudno o pracę, nawet gdy znają język fiński.

Co jest zaskakujące, to to, że Finowie są bardziej aktywni zimą i wtedy też pojawia się więcej propozycji kursów, zajęć. Mają tylko 8 % bezrobocia. Mężczyźni równie chętnie przechodzą na urlop tacierzyński, jak matki na macierzyński (który jest krótszy niż u nas).

"Sisu obecnie rozumiane jest jako stawianie czoła codziennym problemom i przeciwnościom losu". [1] Cały czas byłam przekonana, że sisu to odmiana hygge...

Porządnie napisana książka, mnóstwo faktów, kilka anegdot i przepisy kulinarne!


* [1] Aleksandra Michta-Juntunen: Finlandia, Wyd. Poznańskie, 2019, s. 83.



sobota, 14 marca 2020

Stefan Zweig: "Dziewczyna z poczty"


Chyba ze dwa lata temu natrafiłam na fragment książki Stefana Zweiga. Poczułam się zaintrygowana i obiecałam sobie, że kiedyś to przeczytam. Oczywiście od razu wpisałam sobie to na moją listę ku pamięci, bo z pamiętaniem to u mnie różnie bywa. I w końcu nadszedł ten czas. Natrafiłam ponownie na ten tytuł przypadkiem, ale że wpisuje mi się do wyzwania u Lidzi, to sięgnęłam po nią bardzo chętnie.

Początek lektury nie zapowiadał się emocjonująco. Raczej odebrałam to jako poetycką prozę, gdzie roi się od pięknych porównań, metafor i przymiotników.  Jakie było moje zdziwienie, gdy po długim opisie poczty, Christine i jej matki oraz ich warunków lokalowych, nagle akcja zaczęła powoli przyspieszać jak ten pociąg, który wywiózł główną bohaterkę na spotkanie z wujostwem do pięknego kurortu.

Christine, pracownica austriackiej poczty, która zaznała biedy, przeżyła I wojnę światową, nagle z malutkiej mieściny jedzie do Szwajcarii do kurortu na 2 tygodnie, aby spędzić czas z nieznanym sobie wujostwem. Ciotka Claire, siostra matki, po skandalu i romansie z żonatym mężczyzną, wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie wyszła bogato za mąż i nie odzywała się zbyt często do rodziny, a już na pewno nie pomagała im finansowo, ani ich nigdzie nie zapraszała. Nawet paczki z jedzeniem w ciężkich czasach im nie przesłała. Ciotka wstydząc się ubóstwa siostrzenicy nie tylko daje jej w prezencie piękne suknie, ale też zabiera ją na zakupy i do fryzjera, gdzie brzydkie kaczątko szybko przeistacza się w łabędzia. Christine, która przyjechała wystraszona, zawstydzona i niepewna siebie, nagle widzi u siebie zmianę. Jak to się potoczy dalej? Czy zmiana Christine zaszła tak daleko, że zmieniła się na zawsze? Czy może wraca jak najszybciej do chorej matki?

Ciekawa i dobrze, pięknie, poetycko napisana powieść. Dobrze poznać nowego autora i zaraz trafić na tak interesującą lekturę.


SPOILER:
Zakończenie otwarte.

piątek, 6 marca 2020

Okładka w kotki

Dzisiaj bardzo szybko pokazuję okładkę na książki i zakładkę z resztek materiału, który kupiłam jakiś czas temu. Materiał to bawełna ze streczem, więc się trochę naciąga. Motyw kotków i jaskrawe kolory wyglądają bardzo dobrze na niewielkich powierzchniach.


Boki okładek zabezpieczyłam gumkami, żeby okładka nie spadała z książki i żeby pasowała na większe i mniejsze lektury.
Przyznaję, że jestem całkiem zadowolona z efektu. W końcu rogi okładek nie będą mi się zaginać w trakcie czytania :)